31 mar #81 Jak i za co Wrocław zorganizował najlepszą w kraju Farmę Miejską? Przykład skutecznego działania samorządu dla ludzi i planety
Zapraszam na wyczekiwany przez wielu z Was odcinek, w którym Katarzyna Sokołowska z Urzędu Miasta we Wrocławiu (Wydział Klimatu i Energii) opowiada szczegółowo o kulisach zakładania i prowadzenia Wrocławskiej Farmy Miejskiej.
Od razu też zaproszę Was do zerknięcia na ważne wydarzenie w temacie miejskiej odporności i bezpieczeństwa żywnościowego, którego Po co to eko jest patronem [już można się zapisywać, a odbędzie się 5 czerwca w Warszawie]: https://miastadlazywnosci.pl
Dzisiejsza rozmowa, chociaż po trzech ostatnich miał być koniec, będzie czwartą z serii odcinków, które dołączą do materiałów edukacyjnych projektu w województwie śląskim. Co to za projekt? W tym roku kilkanaście szkół podstawowych w województwie śląskim uczestniczy w pilotarzu projektu wdrażania edukacji klimatycznej i środowiskowej, w ramach którego szkoły nie tylko będą rozszerzały swoje standardowe przedmioty o aktualne wyzwanie środowiskowe ale też będą realizowały wybrane działania poza lekcyjne – wprowadzając zmiany w budynku, w otoczeniu budynku czy np. w stołówkach. Projekt prowadzi Kurator Oświaty w Katowicach Aleksandra Dyla, EUROPE DIRECT Śląskie i ICBEH-UŚ. Jako członkini Rady ds. wdrażania edukacji klimatyczno-środowiskowej przy Kuratorium Oświaty w Katowicach z dumą wspieram ten projket naszą rozmową!
WIĘCEJ NA TEMAT FARMY MIEJSKIEJ WROCAW:
- Materiał informacyjny dotyczący Miejskiej Farmy Wrocław [PDF do ściągnięcia]
- Materiał podsumowujący działania Wrocławskiej Farmy Miejskiej [PDF do ściągnięcia]
POSŁUCHAJ POWIĄZANYCH ODCINKÓW PODCASTU:
- Rozmowa o jadalnym Krakowie z Katarzyną Przyjemską-Grzesik „Nakarm swoje miasto!” https://pocotoeko.pl/56-2/
- Rozmowa z Joanną Maślukiewicz – rolniczką z Dolnego Śląska „Jakiś gen pasterski na pewno mam!” https://pocotoeko.pl/75-2/
POSŁUCHAJ INNYCH ROZMÓW O ROLNICTWIE I BEZPIECZEŃSTWIE ŻYWNOŚCIOWYM:
- Rozmowa z Justyną Zwolińska o protestach rolniczych „Dlaczego rolnicy wyszli na ulice?” https://pocotoeko.pl/51-2/
- Rozmowa z Justyną Zwolińską o systemie żywnościowym oraz umówię UE-Mercosur „Czy globalny handel zapewni nam bezpieczeństwo żywnościowe?” https://pocotoeko.pl/54-2/
- Rozmowa z Justyną Zwolińską o Nowej wizji Rolnictwa i Żywności: https://pocotoeko.pl/77-nowa-wizja-rolnictwa-i-zywnosci-co-z-rolnictwem-rok-od-protestow/
- Rozmowa z Wojciechem Ganczarkiem o rolnictwie a Ameryce Południowej „Jak na umowę UE-Mercosur patrzą mali rolnicy w Paragwaju?” https://pocotoeko.pl/55-2/
- Rozmowa z dr Jerzym Plewą o protestach rolników „Czyj to protest i czyj interes?” https://pocotoeko.pl/keplewa/
- Rozmowa z Dorotą Meterą o Zielonym Ładzie i Atlasie Pestycydów „Zielony Ład – wilk w owczej skórze czy kozioł ofiarny?” https://pocotoeko.pl/62-2/
- Debata nt. lokalnego bezpieczeństwa żywnościowego (przedwyborcza): https://pocotoeko.pl/57-2/
- Rozmowa z Pauliną Sobiesiak-Penszko o badaniach małych i średnich polskich rolników: https://pocotoeko.pl/50-2/
- Rozmowa z Kamilą Sułek (Dom w szczerym polu) o żywności od rolnika „Dlaczego potrzebujemy siebie nawzajem?” https://pocotoeko.pl/52-2/
TRANSKRYPCJA – Rozmowa Marty Zwolińskiej z Katarzyną Sokołowską
Dzisiejsza rozmowa – od razu już zapowiem – jest też rozmową, na którą już co najmniej kilka grup i kilka osób, z którymi w ostatnich tygodniach rozmawiałam, czeka. Bo jest to przykład – chyba najbardziej gorący w ostatnim czasie – o którym słyszę w Polsce, związany z bezpieczeństwem żywnościowym, związanym z politykami samorządów, związanym ze sprawczością. I zaraz dowiecie się, dlaczego! Ja nazywam się Marta Zwolińska, a dzisiaj ze mną jest Katarzyna Sokołowska, która reprezentuje Urząd Miasta we Wrocławiu, Wydział Klimatu i Energii i opowie o miejskiej farmie we Wrocławiu.
Dzień dobry, cześć Kasiu.
Dzień dobry, Cześć. Bardzo miło mi to słyszeć, że tyle osób czeka na naszą rozmowę.
Czeka dlatego, że… co też mnie zachwyciło, pojawiając się w ostatnim czasie na spotkaniach, na przykład przy dyskusji o filmie Common Ground w Bielsku-Białej, organizowanym przez bielską Kooperatywę Spożywczą Beskidzka Paczka.. Ten temat, w różnych grupach, z którymi rozmawiałam, ludzie wspominają o was. O was się po prostu, mam wrażenie, bardzo dużo mówi. No i teraz pytanie jeżeli już tutaj wzbudziliśmy ciekawość naszych słuchaczy i słuchaczek, o czym się o czym się tak dużo mówi? Powiem w skrócie to, co wiem i poproszę Ciebie, żebyś opowiedziała o tym projekcie więcej. We Wrocławiu powstała miejska farma, która zaprosiła do pracy w polu osoby zagrożone wykluczeniem społecznym i te osoby pracując na ziemi użyczonej przez Wydział Rolniczy waszego uniwersytetu.
Dokładnie Uniwersytetu Przyrodniczego. Tak, u nas nazywa się Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu.
Tak, to zaraz będziesz doprecyzowywać… Produkują warzyw. I te warzywa zasilają, zaspokajają część potrzeb 16 miejskich żłobków, a reszta jest jeszcze redystrybuowana. Brzmi to tak, że „o matko, dlaczego wszyscy tego nie robią?” Ten mój opis jest bardzo lakoniczny i Kasia, jestem bardzo ciekawa jak największej ilości szczegółów tego, co robicie i jak to zorganizowaliście. Także ja teraz zamykam usta i otwieram uszy i jestem ciekawa Waszej opowieści.
Z przyjemnością rozwinę ten temat i podzielę się szczegółami. Miejska Farma Wrocław to jest pierwszy tego typu projekt w Polsce. Nie ukrywam, że napawa nas to dumą, ale jest to także duże wyzwanie. I to zapewne jest odpowiedź na Twoje pytanie dlaczego wszystkie miasta w Polsce tego nie robią? Bo jest to po prostu duże wyzwanie. A wyzwanie polega na tym, że zaprosiliśmy do współpracy kilka jednostek miejskich i naszego kluczowego partnera, jakim jest Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu.
Uniwersytet Przyrodniczy udostępnił nam teren swojej stacji badawczo dydaktycznej na Swojczycach, na której normalnie realizują zajęcia ze studentami i prowadzą różnego rodzaju badania. Znaleźli tam grunt w sezonie pilotażowym. Był to grunt o powierzchni około sześciu hektarów, który mogli przeznaczyć pod nasz projekt uruchomienia zrównoważonej produkcji warzyw na potrzeby miejskich jednostek opiekuńczych i opiekuńczo wychowawczych, ponieważ takie były od początku nasze założenia, że jeżeli będziemy uruchamiali miejską farmę we Wrocławiu, to chcemy to zrobić tak, aby efekty, czyli plony, jakie powstaną, moglibyśmy przekazywać do miejsc, które na co dzień takie produkty zamawiają, które po prostu mają takie potrzeby.
W związku z tym zaprosiliśmy w tym roku do współpracy Wrocławski Zespół Żłobków. Jest to jednostka, która ma pod sobą szesnaście placówek publicznych, w których uczą się, właściwie nie uczą, opiekują się najmłodszymi wrocławianami, czyli dzieciakami do lat trzech. I właśnie oni mogli stać się pierwszym. Nie boję się tego słowa, powiedzieć eksperymentalnym odbiorcą naszych plonów z miejskiej farmy. To do nich raz w tygodniu dostarczaliśmy warzywa, buraki, ziemniaki, dynie i cukinie, które uprawialiśmy właśnie na tym polu.
Uniwersytetu Przyrodniczego to Uniwersytet Przyrodniczy jest naszym partnerem merytorycznym, który oprócz tego, że dał nam swoje zasoby w postaci nie tylko gruntu, ale także całego parku, maszyn i wszelkiego sprzętu potrzebnego do uruchomienia takich upraw, ponieważ myślę, że to też jest istotna informacja. Jako miasto bez takiego partnera mielibyśmy znacznie trudniejszy i wyższy próg wejścia w taki projekt. Natomiast z uniwersytetem ta sprawa była znacznie łatwiejsza. No i właśnie na tym polu mogliśmy uprawiać takie warzywa. Uniwersytet Przyrodniczy czuwał i czuwa cały czas nad najwyższą jakością upraw. Nad tym, żeby dobierać absolutnie naturalne metody upraw.
Nie mówimy w tej chwili o uprawach ekologicznych, ponieważ te wymagają certyfikatu, a uznaliśmy, że na start nie jest to nam potrzebne. Oczywiście docelowo bardzo byśmy chcieli i będziemy w tym kierunku dążyć. Natomiast podkreślam, że już w tej chwili stosujemy absolutnie naturalne metody upraw, unikamy. Nie było żadnych chemicznych oprysków, też z uwagi na to, że skróciliśmy łańcuch dostaw, nie ma potrzeby stosować żadnych środków zabezpieczenia tych plonów przed dostawami, czyli po prostu na potrzeby transportu.
No i właśnie takie plony buraki, ziemniaki, dynie i cukinie dostarczaliśmy raz w tygodniu do Wrocławskiego Zespołu Żłobków, do tych 16 placówek. A robiliśmy to po to, żeby w tym modelu naszym, które już i tak jest ambitne, dołożyć jeszcze jeden element, ale po to, żeby wszystko się zgadzało. Czyli jeśli mówimy o zrównoważonym rozwoju, to chcemy też uniknąć emisji z transportu i wyznaczyliśmy sobie taki ambitny cel, żeby ten transport był realizowany samochodem elektrycznym.
Zaprosiliśmy do współpracy fundację „Mniej więcej” to jest kolejny partner tego projektu, a jest to NGOs wrocławski, który został stworzony przez wrocławskich szefów kuchni, którzy mają fantastyczną historię. Ale myślę, że ten wątek rozwinę odrobinę później – którzy zdecydowali się przebranżowić i na co dzień zajmują się przetwarzaniem nadwyżek rynkowych, pozyskują nadwyżki żywności, które z różnych przyczyn nie mogą już zostać sprzedane i przygotowują z nich posiłki dla potrzebujących mieszkańców miasta. Są to uchodźcy albo samotni seniorzy, tak zwani więźniowie czwartego piętra, którzy już samodzielnie nie są w stanie wyjść i zrobić zakupów, a co dopiero ugotować sobie jakiś pożywny posiłek.
Więc to jest codzienna, codzienna ich działalność, która idealnie wpisywała się w projekt. I właśnie tą fundację zaprosiliśmy do współpracy, żeby mogła realizować transport, ponieważ po pierwsze jest w stanie realizować go z zachowaniem najwyższej jakości, ponieważ jako że to są szefowie kuchni, to oni po prostu doskonale wiedzą jak zachować tą jakość transportu i żeby przestrzegać wszystkich przepisów.
A druga kwestia mogliśmy od razu połączyć tą współpracę o kolejny element, czyli przetwarzanie potencjalnych nadwyżek, które siłą rzeczy w takiej sytuacji mogą się pojawić. I rzeczywiście tak było. W pierwszym sezonie pojawiły nam się nadwyżki głównie cukinii, ponieważ ona po prostu planowała w sezonie jak szalona.
No i te nadwyżki przetwarzała właśnie fundacja mniej więcej realizująca dostawy samochodem elektrycznym. Kolejny ważny element tego projektu, na którym chyba skończę mój pierwszy opisowy opisową myśl To jest Wrocławskie Centrum Integracji. Jest to jednostka, która na co dzień realizuje program aktywizacji społeczno zawodowej i pomaga aktywizować mieszkańców naszego miasta, którzy z bardzo różnych przyczyn są w trudnej sytuacji życiowej, są długotrwale bezrobotni. Oni taki program mieli oferowane we Wrocławiu w bardzo różnych zawodach.
Nie było do tej pory takiej formy aktywności, jaką zaproponowaliśmy na miejskiej farmie Wrocław, czyli zdobywanie kompetencji w zawodzie ogrodnika. Pierwsze wrażenia są bardzo, bardzo pozytywne. Wygląda na to, że zaproponowaliśmy aktywność, która się sprawdza i mamy nadzieję to kontynuować. W pierwszym sezonie 20 osób zagrożonych wykluczeniem społecznym uczyła się zawodu ogrodnika, właśnie realizując niezbędne prace polowe na miejskiej farmie. W dodatku zdobywali oni te kompetencje pod okiem osób zatrudnionych na stacji i na Uniwersytecie Przyrodniczym.
Czyli tutaj też mamy najwyższą merytorykę tego kształcenia zawodowego. No i te 20 osób 4 dni w tygodniu realizowało prace na miejskiej farmie, ponieważ raz w tygodniu zawsze mają jakieś zajęcia dodatkowe z psychologiem, jakieś inne formy aktywizacji i ten jeden dzień są zawsze poza farmą.
Także w dużym skrócie tak wyglądał nasz model, tak wygląda nasz model. Mamy za sobą pierwszy pilotażowy sezon, ponieważ farmę uruchomiliśmy w ubiegłym roku. Pierwsze dostawy realizowała w lipcu. Ostatnie dostawy zakończyliśmy w grudniu, ponieważ stwierdziliśmy, że w pierwszym eksperymentalnym roku jeszcze nie chcemy dołączać do tego już i tak skomplikowanego modelu aspektu magazynowania plonów, ponieważ docelowo oczywiście chcielibyśmy, żeby dostarczać plony przez cały rok. Natomiast na dzień dzisiejszy zrealizowaliśmy to w takim systemie półrocznym od lipca do grudnia.
Mam mnóstwo pytań wypisanych już do Ciebie, ale zacznę może od tego, od tej ostatniej grupy, o której wspomniałaś. W jakim wieku były osoby, które. Czy są osoby, które dołączyły do Was do tego projektu z tej grupy osób zagrożonych wykluczeniem?
Wiesz co, bardzo różne. Tak jak mówiłam, było 20 osób. W dodatku tam jest ciągła rekrutacja. To nie jest tak, że to jest 20 osób, które zaczyna program na przykład w lipcu i jest z nami do grudnia, ponieważ część tych osób się z różnych przyczyn wykrusza i po prostu rezygnuje z udziału w programie, wtedy na ich miejsce wchodzą nowe. A są też takie osoby, które już w trakcie tego pierwszego sezonu znalazły stałe zatrudnienie. I właśnie na taki efekt liczymy i cztery osoby w tym pierwszym roku pilotażowym już zostały zmienione właśnie na farmie, ale właśnie z tej pozytywnej przyczyny, że znalazły stałe zatrudnienie. Ta grupa wiekowa jest różna. Jeżeli teraz mam określać to tak, bym powiedziała, że od około 30 lat mamy kilka osób między 30 a 40 rokiem życia do maksymalnie 50-55.
Jak słucham Ciebie, to tak sobie wyobraziłam, czy to są dobrze rozumiem, czy to są osoby na przykład z jakimś problemem związanym z chorobą uzależnieniową na przykład?
Dokładnie tak. To są bardzo różne osoby. Część z nich ma za sobą takie właśnie choroby związane z uzależnieniem od alkoholu albo innych używek. Są to osoby, które na przykład kiedyś w młodości miały jakiś zatarczki z prawem i są po wyrokach, Natomiast nie są to więźniowie na przykład realizujące prace społeczne. To jest zupełnie, zupełnie inna grupa. To są osoby, które na przykład mają coś takiego w swojej historii i przez to mają problem ze znalezieniem pracy. Są to osoby po chorobach skomplikowanych, które powodowały np. 10 letnią lukę w ich aktywności zawodowej i przez to teraz im bardzo trudno wrócić na rynek pracy. To jest absolutnie cały wachlarz różnych historii życiowych. Każda jest trudna i każda ma swoje powody, dlaczego ci ludzie znaleźli się w tym, a nie w innym miejscu. Ale co najważniejsze właśnie pierwsze efekty po dość krótkim sezonie, bo mówimy o półrocznej pracy na miejskiej farmie, są bardzo pozytywne i widzimy na przykład, że nie mamy dużej rotacji tych osób spowodowanych ich po prostu decyzją, że chcą zrezygnować i albo dołączają do innej grupy takich działań aktywizacji zawodowej po prostu w innym obszarze, albo w ogóle rezygnują i nie wracają więcej do Wrocławskiego Centrum Integracji i wybierają sobie inną ścieżkę.
Przy miejskiej farmie czegoś takiego nie mieliśmy. Była to raczej stała grupa, w której jeżeli ktoś rotował, to głównie dlatego, że znalazł już zatrudnienie, co nas bardzo cieszy. Poza tym zauważyliśmy, że ci ludzie są bardzo zaangażowani w swoją pracę. My włożyliśmy bardzo dużo starań w to, żeby wiedzieli, co robimy, że są elementem naprawdę wyjątkowego projektu, że jest to coś wyjątkowego w skali naszego kraju, że dołączają swoją cegiełkę, wydawałoby się czasami małej, nieistotnej pracy, że robią tu coś w polu. To to tak naprawdę przynosi efekty środowiskowe, społeczne, że mają oddziaływanie na naprawdę dużą zmianę w mieście. I mimo tego, że część z osób nie do końca czuła to, co robimy i jak duży to ma zasięg, to w miarę kolejnych rozmów i powtarzania tego po raz pierwszy, drugi, trzeci, zadawania kolejnych pytań, bo z tymi ludźmi bardzo dużo osób rozmawia właśnie tłumacząc, czego są częścią i jakie tutaj mamy założenia. To widać było, że coraz bardziej czują to, co robimy i jaką to ma wagę.
W tej grupie są też osoby, które na przykład nie płaciły alimentów. I ta sytuacja, kiedy oni uczestniczą w wytwarzaniu wysokiej jakości żywności dla dzieci w żłobkach, spowodowała, że oni ponownie zainteresowali się swoimi dzieciakami i wrócili do płatności alimentów. To myślę, że jest taki najbardziej niesamowity efekt tego, tego projektu. I to, że takie rozmowy, takie włączanie ludzi, którzy wykonują tylko jeden mały puzzel tak naprawdę w tej całej układance, wprowadzanie ich w to, jaki obraz wspólnie budujemy, jest bardzo istotne do osiągania pozytywnych rezultatów.
Mhm, a na jakiej zasadzie nawiązaliście współpracę? To znaczy na jakiej zasadzie pozyskaliście te ziemie do projektu? Albo może… Zróbmy z tego takie duże pytanie, czyli pytanie o całe finansowanie projektu: Z czego jest finansowany? Jak zorganizowaliście to od tej strony?
Zaczęło się od tego, że podpisaliśmy takie ogólne porozumienie o współpracy pomiędzy miastem a uniwersytetem, które spowodowało takie wyrażenie woli, że miasto i uniwersytet są zainteresowani realizacją wspólnych projektów w zakresie miejskiego rolnictwa, ogrodnictwa, budowania zrównoważonego systemu żywnościowego. To tak naprawdę był przyczynek tego, że usiedliśmy do wspólnego stołu i zaczęliśmy rozmowy o tym, jakie my mamy potrzeby jako miasto, jakie potrzeby ma uniwersytet i gdzie mamy te punkty wspólne. Czyli na przykład tu miasto ma zasoby, a tu ma uniwersytet i możemy zrealizować swoje wspólne cele właśnie podejmując współpracę.
Z takiego porozumienia wyszło nam, że mamy zasoby na stacji Uniwersytetu Przyrodniczego. Na stacji na Swojczycach, z których moglibyśmy skorzystać, bo w tej chwili właśnie ten teren, który łącznie ma około 300 hektarów gruntów o bardzo różnym przeznaczeniu, nie jest w całości wykorzystywany na potrzeby uczelni i fajnie by było wykorzystać go właśnie na taki projekt, który również pomógłby zrealizować cele uczelni. Okazało się, że takim projektem była Miejska Farma Wrocław i podpisaliśmy umowę dotacyjną, ponieważ Uniwersytet zwrócił się po tych pierwszych rozmowach na podstawie porozumienia o współpracy zwrócił się do nas po prostu z ofertą mam taki i taki grunt, w takiej i takiej lokalizacji, takie i takie zasoby.
Poznając potrzeby miasta, mogę zaproponować państwu realizację eksperymentalną takiego przedsięwzięcia, jakim jest miejska farma na podstawie tej umowy dotacyjnej my też otrzymaliśmy od uniwersytetu pełen raport podsumowujący pierwszy rok funkcjonowania tego projektu, w którym mamy informacje dotyczące metodyki upraw. Obserwacji klimatycznych, czyli jak konkretne odmiany sprawdziły się w niełatwym pierwszym sezonie, w którym mieliśmy na początku przymrozki wiosenne. Później mieliśmy bardzo dużą suszę. Później mieliśmy zagrożenie powodziowe. Na początku jeszcze samo to pole, w którym, na którym realizowaliśmy ten pierwszy sezon, było w połowie zalane. Więc tych przygód klimatycznych mieliśmy dość sporo, a jednak osiągnęliśmy pozytywne rezultaty w tym pierwszym sezonie.
Także wracając do formalności, to w tej części eksperymentalnej, bo nadal to podkreślamy, że my jesteśmy zaledwie po pierwszym sezonie funkcjonowania miejskiej farmy i nieustannie pracujemy nad tym, żeby wypracować model wieloletniej współpracy i takiej najbardziej optymalnej, to bazujemy na umowie dotacyjnej, która jest rok do roku podpisywana z uniwersytetem. W tej chwili będzie drugi rok takiej umowy dotacyjnej, ponieważ za każdym razem ona ma trochę inny zakres, otrzymujemy trochę inne rezultaty, o czym opowiem za chwilę, jak przejdziemy do rozmów o drugim sezonie funkcjonowania farmy.
Natomiast ten rok też uważamy za taki kluczowy pod względem opracowania wieloletniego modelu współpracy z uniwersytetem, ponieważ ten pierwszy eksperymentalny rok pokazał nam, że mamy nad czym pracować, że jesteśmy w stanie osiągać pozytywne rezultaty, że to się po prostu sprawdza. Bo przyznam szczerze, że to była najbardziej odważna decyzja władz naszego miasta i zielonego departamentu, który mam przyjemność reprezentować, że powiedzieliśmy sobie w pewnym momencie takich dywagacji teoretycznych, że nie odpowiemy sobie na bardzo wiele pytań, które pojawiają nam się przy tym wspólnym stole, jeżeli nie przejdziemy do realizacji projektu.
To jest tak nietypowy projekt, który realizujemy jako pierwsze miasto w Polsce, więc nie mamy wzorców, na których moglibyśmy się opierać. Mamy wzorce za granicą, które stanowiły oczywiście inspirację do tego, żeby taki projekt zrealizować. Natomiast to są zupełnie inne uwarunkowania formalno prawne i nie da się ich traktować jako taki model, który możemy jeden do jednego przenieść do Polski. Więc uznaliśmy, że po prostu musimy przejść do fazy realizacji i uczyć się na niej nieustannie, po prostu sprawdzając, wyciągając wnioski, wprowadzając optymalizację.
W ten sposób pracujemy nad wypracowaniem takiego modelu wieloletniego, który mamy nadzieję, że nastąpi już w trzecim sezonie funkcjonowania farmy, bo takie takie założenia nam przyświecają. Natomiast jeśli chodzi o finansowanie całego projektu, to to jest też bardzo istotna sprawa, ponieważ ten projekt nie wymagał dołożenia dodatkowych środków finansowych z budżetu gminy. Sprawdzało się to nam bardzo dobrze i sprowadziło się do tego, że po prostu zastanawialiśmy się, jakie cele chcemy osiągnąć społeczne, środowiskowe, edukacyjne. Gdzie te cele są na co dzień realizowane. Z tymi jednostkami miasta weszliśmy we współpracę.
Sprawdziliśmy na przykład, jeśli mówimy o aktywizacji zawodowej, jak ona w tej chwili jest finansowana, w jakich obszarach jest realizowana i czy widzimy szanse pewnej optymalizacji poprzez wprowadzenie nowej formy aktywizacji, ale w ramach już posiadanych środków nie mieliśmy potrzeby uruchomienia dodatkowego budżetu.
Również jeśli chodzi o środki, które przeznaczyliśmy na samą produkcję, na same uprawy, dlatego że i tak jednostki miejskie na co dzień zamawiają świeże warzywa i owoce, więc tak czy siak coś takiego w ich budżecie widnieje. I teraz kwestia tego, żebyśmy się zastanowili, czy mamy możliwość przesunięcia tych środków na produkcję bardziej zrównoważoną, bardziej optymalną, która miałaby miejsce na miejskiej farmie Wrocław i w ten sposób po prostu zdefiniowaliśmy składowe tego budżetu i zaprosiliśmy do współpracy jednostki, które na co dzień w tych obszarach ponoszą takie koszty.
Mówimy o koszcie aktywizacji. O koszcie upraw, koszcie związanym z magazynowaniem, z transportem i przetwarzaniem nadwyżek oraz z edukacją. Bo od początku, mimo tego, że 80% naszego zaangażowania włożyliśmy w to, żeby testować model i sprawdzać w ogóle czy coś takiego ma rację bytu w mieście, to nadal chcieliśmy od początku realizować działania edukacyjne, więc również w tym koszcie, w koszcie całościowym projektu mówimy o działaniach edukacyjnych.
I tak pierwszy sezon pilotażowy kosztował nas około 960 000 zł. Z czego to jest ważna informacja? 460 000 zł. To są środki spoza budżetu miasta. Około 400 000 to jest. To są środki z Powiatowego Urzędu Pracy, które na co dzień pozyskuje Wrocławskie Centrum Integracji do realizacji programu aktywizacji społeczno zawodowej. Natomiast 60 tysięcy to były środki pozyskane od naszego, jak na razie jedynego partnera zewnętrznego partnera biznesowego, jakim jest firma InPost, którą udało nam się zaprosić do wsparcia działań edukacyjnych w projekcie.
Również w drugim sezonie pilotażowym będzie nam towarzyszył ten partner biznesowy, który widzi potencjał w realizacji takich projektów i chce wspierać działania edukacyjne. Także podsumowując, formalności na razie są z poszczególnymi jednostkami zawierane osobno.
Są to umowy o współpracy, porozumienie o współpracy z Uniwersytetem Przyrodniczym. Ta najbardziej kluczowa formalność to jest umowa dotacyjna. Natomiast mamy to ułatwienie, że jednostki, które zaprosiliśmy do tego projektu, na co dzień zajmowały się realizacją takich działań, jakie my mamy w projekcie, więc posiadały na nie środki w budżecie. Kwestia tego, że zoptymalizowaliśmy po prostu formę wydawania tych środków, ale mam na myśli to, że to niekoniecznie we wszystkich obszarach wyszło. Na przykład, że jest to optymalizacja finansowa, że jesteśmy w stanie to zrobić taniej, bo nie zawsze tak jest. Natomiast jesteśmy w stanie dostarczyć dodatkowe korzyści, na przykład w postaci skrócenia łańcucha dostaw albo zwiększenia jakości dostarczanego produktu, albo zwiększenia efektów uzyskiwanych w realizacji programu aktywizacji społeczno zawodowej.
Ja myślę, że jeżeli po pierwszej części twojej wypowiedzi ktoś jeszcze nie był zachwycony, to po wysłuchaniu tego, jak sobie to zorganizowaliście, też od tej strony finansowej, to myślę, że szczęki mogą opaść. Ja widziałam to na żywo, bo Twoje wystąpienie słuchałam i oglądałam na żywo nie tak dawno temu w Krakowie podczas konferencji „Smak bezpieczeństwa żywności. Jakość życia w mieście w dobie kryzysów”. I widziałam te szczęki opadnięte na sali i zachwyt, zachwyt ludzi. Kasia. Ja nie ukrywam, że rozmawiam z Tobą w takim celu, aby tę rozmowę, ta rozmowa mogła dotrzeć do jak największej liczby osób, które pracują, są związane z urzędami miast, z samorządami w naszym kraju. I chciałabym jak najwięcej szczegółów od Ciebie wyciągnąć, takich praktycznych, wdrożeniowych. Więc też takie pytanie trochę od kuchni zadam. Ile osób było zaangażowanych w realizację tego projektu? I ile też czasu takiej pracy? Przygotowawczej było musiało się wydarzyć przed tym momentem startu tego pierwszego waszego sezonu.
Rzeczywiście, ekipa pracująca nad tym projektem jest dość spora. Mówię ekipa, dlatego że to naprawdę są fantastyczni ludzie, którzy od początku byli bardzo zaangażowani i nikogo nie trzeba było długo przekonywać do tej idei. Jak ona się zrodziła? W Wydziale Klimatu i Energii zaprosiliśmy do współpracy inne jednostki miasta. To naprawdę nie musieliśmy ich na pięciu kolejnych spotkaniach przekonywać do tego, co chcemy zrobić, tylko natychmiast złapali bakcyla. I myślę, że to jest jeden z absolutnie chyba największy motor napędowy tego projektu. Wybacz, musiałam o tym wspomnieć, bo ta energia ludzka mnie niesamowicie zachwyca za każdym razem, że naprawdę fajnych ludzi mamy w tym projekcie. Natomiast tak, zdecydowanie. Mieliśmy około 16 różnych jednostek. Różnych, bo w ramach miasta mamy zaangażowane Wydział Klimatu i Energii, Wrocławskie Centrum Integracji, Wrocławski Zespół Żłobków, Wydział Zdrowia i Spraw Społecznych, Biuro Współpracy z Uczelniami To już mamy 5 różnych jednostek. Zaskakujące było dla nas to, że w trakcie już właśnie tej realizacji, o której wspominałam, która była kluczowa do tego, żeby wielu rzeczy się nauczyć i przewidzieć.
Rzeczy, które o których do tej pory nie pomyśleliśmy, było to, że na przykład okazało się, że musimy zaprosić nasz wydział transportu do współpracy. W życiu byśmy o tym nie pomyśleli. Na początku, ale w trakcie realizacji, po rozmowach z Wrocławskim Centrum Integracji doszliśmy do wniosku, że w tej chwili wrocławska farma Miejska jest zlokalizowana na obrzeżach miasta. Podkreślam jest to nadal miasto Wrocław. Jest to. Są to granice administracyjne naszego miasta. Jednak dojazd tam najłatwiejszy jest koleją, po prostu pociągiem. Natomiast miasto Wrocław zaoferowało uczestnikom programu aktywizacji zawodowej darmową komunikację miejską. Ona jest realizowana w granicach miasta. Natomiast tam na Swojczyce trzeba by było dojechać z jedną przesiadką. I tak dla nas wszystkich nie stanowi to najmniejszego problemu. To nie jest skomplikowane połączenie komunikacyjne. Jednak dla uczestników, którzy na co dzień są raczej osobami niesamodzielnymi, które mają problemy z prostymi czynnościami życiowymi i które nie poradzą sobie z tym, że jest jedna przesiadka, a jeśli sobie poradzą, to to będzie każdego dnia bardzo duże wyzwanie, od którego muszą zacząć. A umówmy się, jeszcze więcej wyzwań czeka ich w tym nowym projekcie i w samej miejskiej farmie.
W codziennej realizacji pracy, więc musieliśmy to ryzyko zminimalizować i dołączyć Wydział transportu, który zmodyfikował trasę jednej z linii autobusowych. Troszkę odbił po prostu w uliczkę obok, po to, żeby zahaczyć o naszą farmę i żeby postawić tam specjalnie dedykowany przystanek, który codziennie rano dowozi uczestników programu aktywizacji pod samą miejską farmę. To są takie rzeczy, których nie przewidzieliśmy, rozważając po prostu teoretycznie o tym projekcie, a które spowodowały, że kolejną jednostkę Musieliśmy zaprosić do współpracy i po raz kolejny podkreślę nawet Wydział Transportu, jak opowiedzieliśmy im co robimy i po co robimy, nie miał żadnych dodatkowych pytań poza tym o której podstawić wam ten autobus i ten przystanek, Więc to było absolutnie rewelacyjne. W ramach miasta jest to właśnie kilka. Doliczyłam się w tej chwili bodajże sześciu, siedmiu różnych jednostek.
Dodatkowo mamy partnerów zewnętrznych i jest to Uniwersytet Przyrodniczy i również w ramach Uniwersytetu Przyrodniczego. Jest zaangażowana stacja badawczo dydaktyczna, jej dyrekcja, jej zespół. Dodatkowo dochodzi centrum współpracy, które odpowiada za realizację takiej współpracy z otoczeniem zewnętrznym. Dochodzi biuro promocji, dochodzą znowuż prawnicy, dochodzi dział księgowy wydatkowania, więc każda taka jednostka oprócz tego, że jest zaangażowany po prostu Uniwersytet Przyrodniczy, to znowuż szczebel niżej.
Mamy na przykład trzy, cztery różne biura, wydziały, które pracują z nami na wspólny sukces. Dodatkowo mamy partnera zewnętrznego w postaci fundacji. Co roku ogłaszamy konkurs dla organizacji pozarządowej na organizację właśnie transportu i przetwarzania nadwyżek. W tym roku dojdzie nowość, czyli aspekt edukacyjny. To też chcemy przekazać w ręce NGO SA, który będzie realizował dla nas działania edukacyjne na samej farmie i poza nią. Dodatkowo zaprosiliśmy do współpracy też na samym początku Uniwersytet SWPS, dokładnie Katedrę Grafiki, która przyjeżdżała z nami na farmy. Studenci grafiki przyjeżdżali z nami na farmę i zaproponowali dla nas później strategię komunikacji o tym projekcie mieszkańcom. Zaproponowali strategię komunikacji o strefie edukacyjnej. Projektowali także system identyfikacji na samej farmie, oznaczenia budynków, tego typu rzeczy. To jeszcze nie zostało zrealizowane. Natomiast mamy ten wkład studentów, Którzy zaproponowali nam ułożenie komunikacyjne tej przestrzeni. Bo też staraliśmy się wziąć pod uwagę to, że wchodzimy na funkcjonującą przestrzeń z nową grupą ludzi, którzy będą się tam poruszać, chociażby te 20 osób z Wrocławskiego Centrum Integracji. To jest rewolucja. Codziennie, każdego dnia 20 nowych osób pojawia się, które muszą się odnaleźć w tej przestrzeni, wiedzieć, którędy mogą chodzić, żeby to było bezpiecznie, bo tam się poruszają przecież maszyny rolnicze.
I musieliśmy o ten aspekt również zadbać. Także tych partnerów łącznie było około 16 różnych instytucji. Jakbym miała powiedzieć o takiej największej grupie, która na co dzień była zaangażowana w realizację tego projektu, to jest około 30 różnych osób. I tak jak wspominałaś o naszym spotkaniu w Krakowie i o tej prezentacji, którą miałam przyjemność pokazywać, starałam się tam uzmysłowić odbiorcom tego projektu z innych miast, z innych jednostek. Że naprawdę wyzwanie w koordynacji takiego projektu jest niebywałe, dlatego, że to nie jest 30 osób, które reprezentują jedną instytucję i wszyscy gramy do wspólnej bramki, tylko mamy 30 osób z bardzo różnych organizacji. W każdej z nich jest inny układ formalno prawny, jest inna osoba decyzyjna, są inne cele do realizacji. Owszem, one zebrane razem mogą nas prowadzić do realizacji wspólnego celu, jakim jest budowanie zrównoważonego miasta, budowanie zrównoważonego systemu żywnościowego. Natomiast każdy z nich na co dzień zajmuje się trochę innym obszarem i to w tym obszarze musi realizować swoje cele i przynosić określone rezultaty. Także to bardzo nam pomogło, że każda z tych osób i każda z tych jednostek od początku wykazywała entuzjazm i wysokie zaangażowanie i wiedzieliśmy, że jesteśmy w stanie zrealizować ten jeden wspólny cel ogólny, ale również każdy z partnerów może zrealizować w tym projekcie swoje własne cele.
Kasiu, wspomniałaś wcześniej o Fundacji mniej więcej i chciałam Ciebie poprosić, żebyś trochę mniej więcej powiedziała o tym, co to jest za grupa, co oni robią, bo wiem, że robią też niesamowite rzeczy.
Fundacja mniej więcej to jest absolutnie wyjątkowa organizacja we Wrocławiu. Wyjątkowa pod tym względem, że ja, żyjąc w swojej bańce, nigdy nie pomyślałabym o tym, że szefowie kuchni, którzy do tej pory gotowali w naprawdę renomowanych restauracjach, nie tylko we Wrocławiu, ale także poza poza Polską, mogą chcieć zmienić tak bardzo swoje życie, jak zrobili to założyciele fundacji. Mianowicie oni poczuli w sobie potrzebę realizacji działań ambitniejszych pod względem wpływu na Społeczeństwo i tego, że możemy naprawdę zmieniać coś w trudnych obszarach w momencie wybuchu wojny na Ukrainie. Oni wtedy zdecydowali się powołać do życia fundację mniej więcej i zaczęli zajmować się tak zwaną kuchnią interwencyjną, czyli pomaganiem ludziom po prostu ciepłym posiłkiem, ciepłym, pożywnym posiłkiem w miejscach, w których są potrzebni. Wtedy byli potrzebni na granicy polsko ukraińskiej i tam bodajże wspólnie z World Central Kitchen gotowali po prostu dla uchodźców, którzy szukali schronienia. No i ta energia społeczna w nich została na tyle, że później, jak wrócili do Wrocławia, to gotowali dla uchodźców, którzy już znaleźli się tutaj, w naszym mieście, w różnych ośrodkach.
Połączyli tą działalność, z tym, że pozyskują nadwyżki rynkowe, żywnościowe z rynku, że po prostu w sytuacji, w której wiele marketów nie sprzedaje produktów, które nadal są zdatne do spożycia, ale już nie chcą ich sprzedawać z różnych innych przyczyn. Że to jest nadal potencjał do wykorzystania i można z tego przygotowywać posiłki nie tylko dla uchodźców, ale też, tak jak wspomniałam, dla na przykład samotnych seniorów, którzy na co dzień już nie gotują sobie albo przygotowują tylko takie bardzo proste posiłki, które nie dostarczają wszystkich niezbędnych wartości odżywczych i dla nich przygotowują posiłki, które też muszę podkreślić, przygotowywane są przez szefów kuchni. Więc one są naprawdę. To nie jest po prostu catering, że dostajecie państwo kawałek chleba z masłem i serem i warzywami, tylko to są naprawdę niesamowite posiłki pod względem smaku. To nie tylko są pełnowartościowe posiłki, ale trochę też chłopaki przełamują ten stereotyp, że ta żywność, która jest z jakiejś przyczyny nadwyżką rynkową, nadal może zostać zmieniona w posiłek, który dostarcza nam najwyższych walorów smakowych i oni się tym zajmują na co dzień.
Jak opowiedzieliśmy im o tym, że jest taka możliwość współpracy przy miejskiej farmie, to też natychmiast się tym tematem zainteresowali, bo to się idealnie wpisuje w ich działalność. A to, na czym nam zależało, to to, żeby zaprosić do projektu kogoś, kto będzie posiadał wiedzę z zakresu zachowania najwyższych standardów przetwarzania potencjalnych nadwyżek. Bo mieliśmy świadomość, że te nadwyżki w pierwszym eksperymentalnym roku mogą się pojawić. A druga kwestia to to, żeby dołożył nam wiedzę właśnie z zakresu transportu, bo tu istotne jest, jakimi skrzyniami przewozimy, w jakim samochodzie, przy zachowaniu jakiej temperatury. No bardzo nam zależało, żeby w całym tym łańcuchu utrzymywać najwyższą jakość. I na to właśnie odpowiada Fundacja. Mniej więcej. Dodatkowo wspólnie realizowaliśmy też jeden z elementów edukacyjnych w projekcie, czyli poprosiliśmy kucharzy z fundacji, żeby przeprowadzili szkolenia dla kucharek, intendentek z Wrocławskiego Zespołu Żłobków, ponieważ mieliśmy świadomość, że tym projektem wchodzimy trochę z butami w ich codzienny, funkcjonujący system. Codziennie zamawiali posiłki, przepraszam, posiłki, tylko składniki. Mieli dokładne godziny dostaw każdego dnia między 6 a 12 otrzymywały produkty, z których mogły przygotowywać posiłki.
Ten system był ułożony, on funkcjonował, a my wchodząc z miejską farmą, też wprowadziliśmy pewnego rodzaju zmiany, chociażby w tym, że dostawy już nie mogły być realizowane codziennie, bo też nie widzieliśmy takiej potrzeby. Zdecydowaliśmy się na zmianę po zdefiniowaniu tego, że w każdym żłobku spokojnie można magazynować te plony przez około tydzień, więc dostawy raz w tygodniu się sprawdzą i co więcej nie ma potrzeby generować aż takiego ruchu samochodowego w mieście. Więc to jest chociażby pierwsza główna zmiana, jaką wprowadziliśmy w życiu kucharek, intendentek w żłobkach i trzeba było się tym procesem zaopiekować. Ja ze swojej strony wprowadzałam część teoretyczną projektu, tłumaczyłam, po co to robimy, czemu zmieniamy te plony i system funkcjonujący, że jesteśmy w stanie dostarczać wam produkty nawet dwa dni po zbiorze. W tej chwili z rynku nie mamy szans pozyskiwać aż tak świeżych produktów, a chłopaki dodatkowo weszli na kuchnię i pomogli z poziomu profesjonalnych szefów kuchni, co podkreślam, bo to zupełnie inaczej funkcjonuje w gastronomii, a zupełnie inaczej na przykład w placówkach żywienia zbiorowego, w których ja absolutnie nie podważam jakości pracy tych pań czy przestrzeni, w której pracują, bo ona jest naprawdę świetna.
Ja sama byłam zaskoczona, że to zaplecze aż tak dobrze wygląda we wrocławskim Zespole Żłobków i panie posiadają aż takie kompetencje, ale szefowie kuchni, którzy na koniec dnia muszą pokazać, że maksymalnie wykorzystali produkt, bo za nie za ten produkt płacił właściciel restauracji, który ma takie, a nie inne wymagania, jest czymś troszkę innym niż w przypadku takiego gotowania w kuchni zbiorowej. Bądź co bądź. I ci szefowie kuchni pokazali jak ułożyć magazyn, jak zoptymalizować sobie łańcuch pracy, jak wykorzystać ten produkt w stu procentach, jak można gotować na obierkach z warzyw, buliony na przykład. To wszystko starali się dostosować pod odbiorców plonów. Czyli że w tej chwili mówimy o dzieciakach do lat trzech, więc to też jest specyficzne gotowanie, ale na takim poziomie jakby klasycznego biznesu gastronomicznego. Więc zderzyliśmy ze sobą te dwa światy i okazało się, że panie były absolutnie zachwycone tym, że mogą się uczyć od szefów kuchni. Dostały na koniec certyfikaty takiej współpracy i odbycia takich warsztatów, a my dodatkowo zrealizowaliśmy tę część edukacyjną w zakresie ograniczenia marnowania w zakresie optymalizacji pracy na kuchni, tak żeby tym paniom pomóc jak najlepiej przejść przez ten rewolucyjny proces współpracy, tym razem nie z dostawcą zewnętrznym, tylko właśnie z miejską firmą, która dostarczała im plony raz w tygodniu.
Kasiu, zamknęliście sezon i wspominasz, że efekty są zadowalające. Planujecie sezon drugi, więc poproszę Ciebie, żebyś powiedziała jak chcecie, żeby on wyglądał.
Jasne. Dla porównania cofnę się jeszcze do pierwszego sezonu, żeby opowiedzieć Państwu słuchaczom o tym, jakie efekty osiągnęliśmy w tym pierwszym sezonie, żeby można było sobie porównać z tym, co zamierzamy zrobić w drugim. W pierwszym sezonie na polu o łącznej powierzchni około 2,5 hektara. Uprawialiśmy buraki, ziemniaki, dynie i cukinie. Łącznie otrzymaliśmy plony, które pozwoliły dostarczać raz w tygodniu warzywa do przygotowywania posiłków dla ponad 2,5 tysiąca dzieci we wrocławskim Zespole Żłobków. One raz w tygodniu otrzymywały te dostawy i to jest ważne. W pierwszym sezonie udało nam się odpowiedzieć na 100 procent zapotrzebowania żłobków właśnie na buraki, ziemniaki, dynie i cukinie. One już ich nie zamawiały nigdzie więcej, tylko otrzymywały je z naszej farmy i z tego przygotowywały codziennie posiłki. Okazało się, że pojawiły się te nadwyżki w pierwszym sezonie i przez to mogliśmy je przekazać do Miejskiego Centrum Usług Socjalnych, które normalnie przygotowuje posiłki dla ponad 800 osób w domach pomocy społecznej, więc tu nic się nie zmarnowało. Dodatkowe nadwyżki, które się pojawiły, przetwarzała właśnie fundacja mniej więcej. I przygotowała z nich ponad 3,5 tysiąca posiłków dla seniorów czy uchodźców, którzy jeszcze są w naszym mieście pod opieką miasta.
Dodatkowo 20 osób zagrożonych wykluczeniem społecznym uczestników programu aktywizacji z miejskiej farmy zdobyło kompetencje w zawodzie ogrodnika. Część z osób kontynuować będzie tą współpracę z nami w drugim sezonie, ale jesteśmy bardzo dumni z tego, że z czterema, czterema osobami z tej grupy 20 osobowej pożegnaliśmy się już w tym najlepszym scenariuszu, że zostały one zatrudnione. I tutaj sama się uśmiecham do siebie, że zostały one zatrudnione nawet przez Uniwersytet Przyrodniczy na samej tej stacji, więc oni zostali z nami i pracują, ale już jako pełnoprawny pracownik uniwersytetu. To, co najbardziej nas cieszy, to to, że w drugim sezonie pojawi się nawet pani, która zmieniła perspektywę, czyli będąc uczestnikiem stała się koordynatorem grupy. Tak dobrze przeszła przez ten proces, że w drugim sezonie to ona będzie z ramienia Wrocławskiego Centrum Integracji koordynować kolejną grupę. Więc to też jest trochę taki motywator dla pozostałych członków, którzy na co dzień mogą obserwować to, że osoby, z którymi wcześniej współpracowali, pracują teraz na uniwersytecie albo pracują we Wrocławskim Centrum Integracji i po prostu na co dzień widzą ten ich mały sukces, to, że naprawdę im się udało.
Więc to też działa motywacyjnie na całą grupę. Wracając do fundacji mniej więcej i do transportu samochodem elektrycznym. W ciągu tego pierwszego sezonu, realizując dostawy raz w tygodniu pokonaliśmy łączną odległość ponad 2900 km, co sobie przeliczyłam, jest równoznaczne z tym, że moglibyśmy z Wrocławia pojechać do Lizbony i dzięki temu, że robiliśmy to samochodem elektrycznym ograniczyliśmy emisję CO2 ok. 570 kg. Tylko w tym pierwszym sezonie, dostarczając plony wyłącznie do Wrocławskiego Zespołu Żłobków. To powoduje, że w drugim sezonie narzuciliśmy sobie jeszcze ambitniejsze plany. Z 2,5 hektara przechodzimy do 3,5 hektara. Będziemy dostarczać plony nie tylko do Wrocławskiego Zespołu Żłobków, ale także do 10 przedszkoli. I na co dzień będziemy współpracować także z tym awaryjnym odbiorcą naszych plonów z pierwszego sezonu, czyli Miejskim Centrum Usług Socjalnych. Więc w drugim roku nie mamy jednego odbiorcy plonów, tylko mamy trzech stałych odbiorców plonów. Żłobki, DPS i przedszkola. Dodatkowo przez to, że zwiększamy areał upraw, zwiększamy też zakres produkcji. Będziemy wytwarzali nowe warzywa. Zostajemy oczywiście przy burakach, ziemniakach, dyni i cukinii, ale dodatkowo będziemy mieli pasternak, marchewkę, kalarepę, fasolkę szparagową, nać pietruszki, szczypiorek i koperek.
Dużo więcej energii wkładamy w działania edukacyjne. Taki mamy plan. W pierwszym roku udało nam się zrealizować te działania edukacyjne skierowane do pracowników Wrocławskiego Zespołu Żłobków, ale także zrealizowaliśmy takie strefy informacyjne, że w każdym ze żłobków pojawiliśmy się tak naprawdę z takim mini straganem, na którym rodzicom odbierającym swoje dzieciaki opowiadaliśmy o tym, w jakim projekcie uczestniczą ich dzieci, skąd pochodzą te warzywa, które znajdują się na ich talerzach. I też dawaliśmy rodzicom do spróbowania warzywa, żeby mogli w domowych warunkach ocenić, jakiej jakości plony dostarczamy. W ten sposób policzyliśmy sobie, że rozmawialiśmy z ponad półtora tysiącem rodziców, którzy bardzo pozytywnie reagowali na ten projekt i sami chcieli wziąć udział w działaniach edukacyjnych i mówili, że oni sami chcieliby z dzieciakami nawet w weekend przyjechać na farmę. Więc wzięliśmy sobie do serca i w tym roku tworzymy stacjonarną strefę edukacyjną na samej miejskiej farmie, ponieważ jest to bardzo specyficzne miejsce, czyli na co dzień funkcjonująca stacja, na której są realizowane badania, na której uczą się studenci, nie będziemy mieli możliwości wprowadzenia tam mieszkańców we własnym zakresie, czyli że każdy po prostu będzie mógł przyjechać, kiedy będzie miał wolną chwilę i skorzystać z tej przestrzeni, tylko będziemy uruchamiali różnego rodzaju zapisy na różnego rodzaju aktywności w mniejszych i większych grupach.
Natomiast trzeba się będzie zapisać i wziąć udział w jakiejś aktywności, w jakichś warsztatach, które będą realizowane na farmie. Na ten moment mamy taką możliwość i właśnie będzie tam powstawała strefa edukacyjna, w której te warsztaty będą się odbywać i dodatkowo chcemy zaproponować w ramach tego konkursu dla NGO SA, który będziemy ogłaszać, żeby te działania edukacyjne o miejskiej farmie odbywały się w tym roku także poza farmą. Czyli będziecie nas mogli spotkać na wydarzeniach plenerowych w mieście. Najbliższe będzie 5 kwietnia i już teraz mieszkańców Wrocławia zapraszam serdecznie na Wrośliwe Wrocław, na którym będziemy z taką pierwszą strefą eventową miejskiej farmy, ale dodatkowo ten NGO będzie zobowiązany do przeprowadzenia działań w żłobkach, bo te dzieciaki trzyletnie jeszcze chcemy zaproponować im aktywność w tej bezpiecznej sferze żłobków, a myślimy, żeby je zabrać na farmę właśnie albo w weekend z rodzicami, albo jak już będą przedszkolakami na kolejnym etapie i będziemy prowadzili takie zajęcia dla nich dedykowane w placówkach żłobkowych. Natomiast na strefie edukacyjnej, o której wspominałam, będziemy prowadzili zajęcia dla dzieci w wieku przedszkolnym, dla szkół podstawowych. Nie uda nam się uruchomić tylu zajęć w tym drugim sezonie, żeby odpowiedzieć na potrzeby wszystkich, ale chciałabym uspokoić, że będziemy w tym kierunku zmierzać i tych, których nie uda nam się zaprosić na samą farmę, to postaramy się odwiedzić przysłowiowo właśnie na takich eventach plenerowych w mieście.
Ja nie ukrywam, że cały czas się tutaj uśmiecham słuchając Ciebie i w ogóle jestem wzruszona słuchając tych historii o tych zmianach. Też myślę, że na przykładzie tych jednostkowych historii osób, które dołączyły do tego projektu. Myślę, że też dla słuchaczy naszego podcastu, w którym kilkanaście razy już poruszałam temat systemu żywnościowego, transformacji, jego sytuacji rolników, Sytuacji też naszej konsumentów, że ta rozmowa z tobą. I jeszcze może druga rozmowa z Praktyczną z Asią Maśkiewicz, rolniczka ekologiczną swoją drogą też z województwa dolnośląskiego, że to są takie wisienki na torcie dla nas, ponieważ dużo kwestii takich teoretycznych, problematycznych rozwiązywania tego supła, jak złożony jest to problem, poruszaliśmy i przychodzisz tutaj i mówisz o tym, że jest coś, co działa, że po prostu zrobiliśmy. I myślę, że to z tego powodu też ta moja ekscytacja, o której w ogóle tutaj nie staram się ukrywać przed tobą i przed słuchaczami, ale chciałam ciebie poprosić na koniec o o takie słowo do innych osób, które pracują w samorządach. Bo jeżeli. Jeżeli słucha nas teraz ktoś, kto pracuje w jakimś urzędzie miasta albo jest powiązany mocno i ma przed sobą czysto teoretycznie potencjalnie możliwość zrobienia czegoś takiego sobie słucha Ciebie i myśli wow, to jest to jest to, co Ty byś powiedziała takiej osobie jako takie słowo wsparcia, albo jakaś jedna dobra, dobra rada od czego mogłaby zacząć, żeby wytrwać I to ziarno, które mam nadzieję, że tutaj zasiejemy w wielu osobach, żeby mogło kiełkować.
Wiesz co, przychodzi mi naprawdę cała, cała masa myśli do głowy w takiej sytuacji i trudno jest zebrać to w jakąś jedną złotą poradę. Ale to, co powiedziałabym na koniec od siebie, to to, o czym staram się sama na co dzień pamiętać, że po pierwsze, jeżeli naprawdę chcemy budować zrównoważone miasta i społeczności, nie ma szans, żebyśmy zrobili to sami. Musimy być otwarci na współpracę międzywydziałową, międzysektorową. Im nas jest więcej, tym takie zadanie jest realizować I trudniej i łatwiej zarazem, ale tylko tak je zrealizujemy. Więc to byłaby pierwsza moja rada to to, żeby nie próbować zmieniać świata w pojedynkę, tylko zastanowić się, jakie kompetencje mam ja ze swojego poziomu i kogo mogłabym do współpracy zaprosić. Drugi ważny element to to, żeby od początku uczciwie opowiadać wszystkim o tym, co chcemy zrobić i jak chcemy zrobić i dlaczego to jest takie ważne i dać tej drugiej stronie zdefiniować swoje potrzeby, żeby też ona, ten drugi partner, którego zamierzamy zaprosić do projektu, mógł powiedzieć o swoich potrzebach. I te potrzeby w ramach takiego wspólnego projektu musimy zaopiekować.
To, co pewnie byłoby najważniejsze dla osób reprezentujących samorządy, to to, że przykład Wrocławia jest przykładem tego, że naprawdę się da. Że mimo tego, że to nie jest łatwa praca, co podkreślam z uwagi na specyficzne uwarunkowania formalno prawne jest ona możliwa jako Wrocław. Staramy się tym dzielić z innymi miastami i tylko w pierwszym sezonie funkcjonowania farmy gościliśmy u siebie Warszawę, Kraków, Gdańsk, Rawicz, Nysę i inne miasta odwiedzające nas w ramach wizyt studyjnych organizowanych przy okazji jakichś konferencji. Tak. Wszystkich serdecznie zapraszam do kontaktu, jeżeli jesteście Państwo zainteresowani rozmową między nami, urzędnikami jak to? Jak to zrobić to zapraszam serdecznie do kontaktu i my się podzielimy swoją wiedzą, bo w każdym mieście to wygląda trochę inaczej. Każdy ma troszkę inne jednostki, każdy ma trochę innych partnerów, których może do współpracy zaprosić. Ale to co możemy dać od siebie to pokazać, że można i zmotywować do tego, że naprawdę jeżeli się zbuduje fajną grupę ludzi, którzy chcą dążyć do tego wspólnego celu, jakim jest zrównoważony rozwój miast czy budowa zrównoważonego systemu żywnościowego i wspólnie będziemy otwarci wzajemnie na siebie, na swoje potrzeby, na to, jakie pomniejsze cele w ramach takiego projektu musimy zrealizować.
Musimy osiągnąć to. To jest, myślę klucz do sukcesu, bo ja nie będę ukrywała, że to jest wyzwanie i to, że zaczęliśmy rozmowy przy wspólnym składzie, przy wspólnym stole, w takim, a nie innym składzie, nie oznacza, że my w takim składzie jesteśmy nadal. Część z osób się zmieniła, część z osób się wykruszyła z tego towarzystwa, natomiast to nadal funkcjonuje. To jest taka kolej rzeczy, realizacji ambitnych projektów i nie ma w tym nic złego. Natomiast ważne jest to, żebyśmy mieli wokół tego grupę ludzi, którzy wiedzą, co robią i po co to robią. Jeżeli taką grupę, nawet 2 3 osób zdobędziemy na początek, to dużo łatwiej jest rozmawiać z kolejnymi. I jeżeli ktoś nie poczuje tego, że to ma sens i że naprawdę widzę cel, do którego dążymy, to nie trzymajmy go w tej grupie na siłę. Poszukajmy kogoś innego, kogo nie będziemy musieli za każdym razem przekonywać do tego, że to co robimy ma sens. To jeszcze ostatnie, co od siebie bym dodała, to to, że naprawdę kreatywność i otwartość na eksperymentowanie w takich projektach jest bardzo ważna.
Bo my siedzieliśmy i rozmawialiśmy bardzo długo. Około rok zajęły nam rozmowy właśnie przy stole, stricte teoretyczne o tym, co możemy zrobić, jak możemy zrobić. Ale to, co już Ci powiedziałam w tej rozmowie, to to, że w pewnym momencie trzeba powiedzieć sobie stop, koniec teoretyzowania. Mamy wypracowaną bazę. Teraz przejdźmy do testowania, do tego, że będziemy nadal teoretyzowali, ale trochę w praktyce, czyli będziemy po prostu w praktyce wprowadzali małe rozwiązania, obserwowali jak one się sprawdzają i wprowadzali optymalizacje albo totalnie zmieniali ścieżkę w takich projektach jak Miejska Farma Wrocław, czyli coś, co jest absolutnie innowacyjne w skali kraju. W mojej ocenie nie przewidzimy wszystkiego zawczasu. Na tej części teoretycznej przygotowawczej do projektu, tylko musimy otwarcie mówić o tym, że eksperymentujemy, że to nie jest wdrożenie idealnego, wypracowanego modelu, tylko przechodzimy do dalszych prac w praktyce. No i monitorować, sprawdzać, być na bieżąco w tym, co się dzieje i dążyć do opracowania tego stabilnego, wieloletniego modelu. To nie jest łatwe zadanie, ale myślę, że nikt z nas, kto kto słucha tego podcastu, czyli ma w sobie jakąś potrzebę budowania zrównoważonego świata i ma w sobie jakąś potrzebę dbania o środowisko i osiągania takich, a nie innych celów.
Wiem, że nikt nam nie obiecywał, że będzie łatwo. To jest po prostu bardzo trudne zadanie, ale możliwe do realizacji i warte podjętego wysiłku.
Kasiu, bardzo, bardzo dziękuję Ci za to spotkanie, za to, że tak wspaniale dzielisz się swoją wiedzą i szczegółami związanymi z realizacją tego projektu. Mam nadzieję, że zainspirujemy tą rozmową osoby kolejne, które będą chciały patrzeć na to co robicie i to wdrażać u siebie, kopiować, wdrażać to u siebie. Tym bardziej zachęcam, jeżeli jesteście na to otwarci do tego, żeby zgłaszać się do Kasi i odwiedzić Wrocław, zobaczyć to wszystko na własne oczy. Jak to działa? Dopytać o jeszcze jakieś szczegóły, na które ja już tutaj nie znalazłam czasu i przestrzeni. Dziękuję. Dziękuję Ci serdecznie.
Ja również bardzo dziękuję i skorzystam jeszcze z okazji. I raz jeszcze dziękuję wszystkim partnerom projektu Wrocławska Farma Miejska. Mamy nadzieję, że będziemy się spotykać z wszystkim Państwem nie tylko w trakcie podcastów i w takiej wirtualnej formie, ale tak jak mówiłaś. Serdecznie zapraszamy do do Wrocławia.
Dzięki piękne.
Słowa kluczowe:
żywność, miasto, bezpieczeństwo żywnościowe suwerenność żywnościowa, rolnictwo, agroekologia, parmakultura