12 wrz #89 Od epizodów rozpaczy do trudnych form nadziei / Prof. Ewa Bińczyk
No dobrze, Kochani, czas odłożyć na bok vege parówki i sojowe latte i zabrać się za prawdziwą dietę, która może uratować świat.. Tylko 1% najbogatszych odpowiada za takie same emisje jak 2/3 ludzkości, a najbogatsze 10% za połowę emisji na całym świecie. Konsumujemy świat, przekraczając zdolność regeneracji jego zasobów, bogaci stają się coraz bogatsi, a inwestycje w paliwa kopalne to nadal 7% światowego PKB. – Epizody rozpaczy są w naszej sytuacji zrozumiałe – tłumaczy prof. Ewa Bińczyk – ale są nam też potrzebne, żeby zobaczyć, co nie działa, co jest tylko pozornym działaniem. Ze swojego epizodu rozpaczy wychylam się ku działaniu, do czego kolejny raz porywa mnie najbardziej charyzmatyczna osoba ze świata nauki, jaką dane mi było poznać – prof. Ewa Bińczyk. Słuchajcie!
Posłuchaj powiązanych odcinków:
- „Nie bójmy się myśleć o przyszłości. Prof. Ewa Bińczyk o antropocenie i wychodzeniu z marazmu” ” https://pocotoeko.pl/ke1/
- „Nawigujemy według starych map, a potrzebny jest przewrót kopernikański” dr Zbigniew Bohdanowicz https://pocotoeko.pl/88-nawigujemy-wedlug-starych-map-a-potrzebny-jest-przewrot-kopernikanski/
Źródła
- Raport Zespołu ds. dezinformacji i badania wpływów rosyjskich i białoruskich https://www.gov.pl/web/sprawiedliwosc/raport-zespolu-ds-dezinformacji-komisji-ds-badania-wplywow-rosyjskich-i-bialoruskich?fbclid=IwY2xjawMw_7dleHRuA2FlbQIxMABicmlkETBKM0Jqd0xEYkpST083cGxIAR5YGW9cZO7wF0trqtPn9Mb3h8TYkVeUQ40G7W5-JDswCZpVzaK9e2o3XNpfog_aem_BRlAYepjQGseCtPeLAm_wA
- Marketing I komunikacja https://potentialenergycoalition.org/insights/
Transkrypcja rozmowy
Marta Zwolińska: Cześć, dzień dobry, dobry wieczór. To jest 89 odcinek podcastu Po co to eko, w którym zastanawiamy się, co zrobić, żeby klimat i środowisko stały się naszą wspólną sprawą. Nazywam się Marta Zwolińska. Dzisiejsza rozmowa będzie kontynuacją, właściwie drugą rozmową z cyklu, który ostatnio rozpoczęłam ze Zbigniewem Bogdanowiczem. Cykl, w którym wracam do starych pytań i do rozmówców, do rozmówczyń, z którymi spotykałam się 4, 3, może 2 lata temu, żeby porozmawiać o tym, co zmieniło się przez te ostatnie lata.
I z wielką radością mogę zaprosić Was na dzisiejszą rozmowę z prof. Ewą Bińczyk, która w swojej ostatniej książce „Uspołecznianie antropocenu” pyta m.in. o to, “czy można tworzyć narracje nadziei w obliczu paraliżujących danych dotyczących skali wyzwań antropocenu? Do jakiej retoryki, jakich metafor i emocji należy się odwoływać, konfrontując ludzkość z wymieraniem, tak byśmy nie ugrzęźli na zawsze w bezsilności, w wyparciu? Czy nie jest to zadanie paradoksalne?” No właśnie.
Jest dzisiaj ze mną osoba – jedna z pierwszych rozmówczyń, jeszcze nawet nie podcastu Po co to eko, ale podcastu „Kierunek Europa”, który kilka lat temu nagrywałam we współpracy z Euro Direct Śląskie. Prof. Ewa Bińczyk – socjolożka, filozofka, badaczka retoryki antropocenu, z którą rozmawiałam trzy lata temu o takim o ówczesnym stanie naszych ambicji, naszych działań i naszego rozumienia podbramkowej sytuacji, w której się znaleźliśmy i w której zdaje się nadal jesteśmy. Może nawet bardziej podbramkowej niż wcześniej, ale o to zaraz zapytam. Przywitam się najpierw. Dzień dobry. Dziękuję bardzo za przyjęcie zaproszenia do drugiej naszej rozmowy.
Prof. Ewa Bińczyk: To ja dziękuję, Pani Marto, za czas i za pomysł tego podcastu. Dziękuję bardzo.
MZ: Rozmawiałyśmy trzy lata temu, to był listopad. Powiedziała pani wtedy, odnosząc się do ówczesnej książki, o której też rozmawialiśmy – „Epoka człowieka. Retoryka i marazm antropocenu”. Od tego czasu wyszła jeszcze druga książka „Uspołecznienie antropocenu”.
Rozmawiałyśmy wtedy trzy lata temu i powiedziała pani, że “sytuacja w tej chwili w Europie jest dużo bardziej optymistyczna niż kiedy pisałam książkę, bo mamy Europejski Zielony Ład. Mamy zdecydowaną, wydaje się bardziej zdecydowaną niż za Trumpa, politykę klimatyczną w Stanach Zjednoczonych – był powrót do Porozumienia Paryskiego. Mamy wiele instytucji, które w tej chwili mówią tym językiem, mówią na poziomie słów tych, którymi ja do państwa mówię. Natomiast jest problem z implementacją i czekamy na to, żeby to przekuło się w rzeczywistość”.
Trochę się wydarzyło przez te trzy lata, między innymi w Polsce mieliśmy strajki rolników, które wyniosły Zielony Ład “na sztandary”, przerzucając tak naprawdę ciężar tych kilku postulatów rolniczych, na całą ideę Zielonego Ładu, na całą ideę transformacji. I te strajki były być może dla niektórych osób pierwszym w Polsce takim zderzeniem bezpośrednim z implementacją Zielonego Ładu. Przyniosły, myślę, temu Zielonemu Ładowi i próbie podjęcia ambitnej transformacji przez Unię Europejską sporo złego, biorąc pod uwagę to, że chwilę potem były wybory do Europarlamentu i Unia Europejska tak naprawdę z pewnych działań i ambicji się zaczęła wycofywać. Na początku tego roku do prezydentury w Stanach Zjednoczonych wrócił Donald Trump. I zdaje się, że te nastroje, które widzę wśród działaczy, aktywistek, ale też wśród biznesu, są takie, że jest gorzej niż było trzy lata temu. Pytanie – jak pani to odbiera? Czy przybliżamy, czy oddalamy się od uratowania czy zaaranżowania przetrwania naszego gatunku?
Prof. Ewa Bińczyk: No, my tutaj pewnie dzisiaj podczas tego podcastu będziemy się odbijały od czegoś, co ja nazywam epizodami rozpaczy, do jakichś takich form nadziei, ale nie łatwej, głupiej nadziei opartej na samozadowoleniu, że “jakoś to samo się wszystko poukłada”. Tylko raczej takiej trudnej nadziei, opartej na wiedzy ze świadomością tego, że to nie jest bułka z masłem. Więc tutaj od tych epizodów rozpaczy do jakiejś takiej wciąż jeszcze konstruktywnej nadziei tak się kręci moje myślenie przez te ostatnie trzy lata.
No i te wszystkie wydarzenia w sferze publicznej i międzynarodowej, które pani wspomniała. No, mamy do tego jeszcze konflikty zbrojne, które są niesamowicie destrukcyjne dla naszych wartości i wysokoemisyjne, rzecz jasna. Potężną falę zbrojeń. Szacuje się, że coraz więcej emisji gazów cieplarnianych to jest przemysł zbrojeniowy i to, jak walczymy ze sobą.
Więc rzeczywiście jakimś punktem wyjścia są epizody rozpaczy. To, co stało się – weźmy te strajki klimatyczne i co dzieje się z Europejskim Zielonym Ładem… No, mamy świadectwa, które nam pokazują, że jest odejście od ambicji Zielonego Ładu. Ja sama i inni badacze podpisują petycje do instytucji Unii Europejskiej, by nie tracić tego narzędzia, by ono nie rozmyło się całkowicie i nie rozpadło, bo z bardzo wielu rzeczy w szczegółach zaczynamy rezygnować w toku implementacji, a nie tędy miała to być droga.
Natomiast strajki rolników, ale nie tylko w Polsce, to jest efekt przede wszystkim tego, że nie myśli się o tych wielkich zmianach transformacji, której potrzebujemy ku zielonemu światu przez pryzmat taki, że im musi towarzyszyć, takiej transformacji, potężna akcja masowej informacji. Przerobienia wyobraźni publicznej, masowej, bo bez tego utoniemy w zalewie dezinformacji populistów.
No i teraz, odskakujemy w tym momencie od tematów zielonych, ale widzi pani, że drugą bolączką XXI wieku, poza naszym marazmem pro środowiskowym, który nas wiedzie naprawdę na krawędź katastrofy, jest psucie demokracji przez populizm. Za czym stoi problem nierówności, tego, jak funkcjonują media społecznościowe, tego, że nie ma regulacji w tym obszarze. I teraz ta kakofonia klaunów i naprawdę absurdalnych kłamstw, które trafiają do zwykłych obywateli, sprawiają, że czujemy się coraz bardziej bezradni. Tutaj jest do tego upadek autorytetu nauki i tak dalej.
Więc zobaczmy – Europejski Zielony Ład, który miał być wdrażany w Polsce. Główne instytucje przez dekady nic nie zrobiły, by przygotować nasz biznes, mniejsze firmy, zwykłych ludzi, którzy mają wdrożyć jego ambitne postulaty. I te same instytucje teraz roześmiane i rozszczerzone z powodu tego, że to się nie przyjęło, bo nie pracowaliśmy nad tym, żeby ludzi do tego przygotować.
To jest typowe, samospełniające się proroctwo. Jeżeli my nie mówimy ludziom o tym, czym jest dekarbonizacja, nie ma o tym dyskusji, jak ona mogłaby wyglądać sprawiedliwie, z korzyścią dla obywateli. A potem jest tak, jakbyśmy podnieśli pewnego dnia bardzo wysoko ceny parkingów w mieście i nie dali im możliwości dojechania rowerem i dojechania komunikacją publiczną. Tak więc my nie działając – Polska, która jako taki dinozaur, jeżeli chodzi o węgiel Europie, jeżeli chodzi o myślenie przyszłościowe, o tym, że warto by przejść na życie niskoemisyjne, zawsze będzie szła po trupach najsłabszych i poszkodowanych zwykłych obywateli, którym nie daliśmy szansy się przygotować do tego.No tak, to jest najczarniejszy scenariusz, który się po prostu spełnia.
Ale odpowiedzią na to może być wycofanie w stronę barbaryzmu. Zostawmy po prostu te wszystkie problemy i pozwólmy usmażyć się planecie. Ja na takie kwękanie na razie się nie godzę i widzę tutaj… Też rozmawiam z osobami, które mówią mi, jak na przykład wdrażanie tych postulatów niskoemisyjnych kuleje w poszczególnych przedsiębiorstwach. My wiemy, że to jest cały czas odkładane na później, chodzi mi tu o rozliczanie tych celów klimatycznych przez duże przedsiębiorstwa. Nie mamy przeszkolonych urzędników, w ogóle ludzi, którzy umieliby to zrobić. Nie wiemy, jak mamy robić te raporty, nie mamy dobrych wzorców. I nagle z Unii Europejskiej – my to przerabialiśmy już tysiąc razy – przychodzą standardy i wymogi, do których na łapu capu dostosowujemy się w ostatniej chwili i narzekamy na Unię Europejską. My po prostu cały czas powtarzamy ślepo ten sam scenariusz. Moim zdaniem problemem nie jest tutaj Unia Europejska, tylko indolencja naszych władz do tego, żeby przygotowywać się stopniowo do zmian, które nas czekają, a nie czekać, że “może nie warto się wysilać, póki nie będzie już to koniecznością”, tak? To jest ta logika, która charakteryzuje instytucje. Po prostu.
Marta: Tak, te rzeczy się nie działy, a do tego – to wybrzmiało między słowami i myślę, że obie o tym pamiętamy i nasi słuchacze, słuchaczki o tym wiedzą – równolegle dział się rozwój i postęp prac nad sztuczną inteligencją, która też zmieniła świat. Jak teraz czytam fragmenty w Pani książce, czy w innych jakichś badaniach naukowych, do których się pani odwołuje, które są z 2010 albo z 2017 roku o dezinformacji – to myślę – ale to jeszcze było przed AI, teraz to jest jeszcze X razy mocniejsze i każda próba zabrania głosu w obronie czy próbie tłumaczenia, rozwiewania tych mitów jest teraz jeszcze trudniejsza. I tak, wcześniej, to było trudne z wielu powodów. I lobby paliw kopalnych, jak wiemy, zabrało nam wiele lat, siejąc dezinformacje i siejąc wątpliwości. No to teraz wychodzenie naprzeciw różnym, generowanym w ogromnej ilości treści dezinformacyjnych, można się czuć jak Dawid z Goliatem i jest to ciężkie.
Ale odnośnie tego nie przygotowywania się – jak rozmawiam sobie z osobami, co jest esencją problemu, czasami zaczynam słyszeć takie hasło, że my nie mamy po prostu w Polsce kultury takiego zarządzania długodystansowego. Zarówno w wielu firmach to widać, w korporacjach, widać to na pewno w polityce, która jest kadencyjna, która… jak się patrzy teraz na politykę naszą w naszym kraju, to mamy za sobą już wiele lat duopolu, który po prostu nawzajem na siebie szczuł. I ja nie umiem znaleźć jakiejś konkretnej polityki, może ona jest, może ktoś poda, może pani poda – która była zapoczątkowana przez jedną partię i potem była konsekwentnie realizowana, kontynuowana przez drugą, dlatego że pewne polityki, pewne programy, nie robi się ich w 3-4 lata, tylko się robi w 20 lat. A teraz nie dość, że tej kontynuacji nie widać, to jeszcze media społecznościowe sprawiły, że my mamy cały czas kampanię wyborczą, że to nie jest tylko te powiedzmy pół roku przed wyborami, tylko właściwie wszyscy są non stop 24/7 na Twitterze, w Internecie i jest dużo gadania, a pewne rzeczy po prostu stoją.
W biznesie też, chociaż tu może zrobię punkt zaczepienia, pewnej nadziei. Bo rozmawiając na przykład z profesorem Bolesławem Rokiem o transformacji polskiego biznesu, a pewnie nie tylko polskiego, nadzieje kładzie się w firmach rodzinnych. Tam przynajmniej wychodzi się poza horyzont kilku lat i doraźnych korzyści.
Prof. Ewa Bińczyk: No tak, ekonomiści na poziomie globalnym bardzo mocno krytykują to, że największe korporacje, najwięksi decydenci – super sprawczy, którzy układają karty do gry, jeżeli chodzi o to, w jaką stronę idzie gospodarka globalna – to są firmy, które liczą na to, żeby zyski płynęły do akcjonariuszy, którzy nie są związani w ogóle z losem tych firm, a już zupełnie z losem pracowników w tych firmach i lokalnych miejsc, gdzie te firmy prowadzą działalność. Więc dopóki tak funkcjonuje rynek globalny, no to najwięksi aktorzy będą podbijać krótkowzroczność. To samo podbijają nam rynki finansowe, gdzie liczą się mikrosekundy, jeżeli chodzi o przepływy kapitałów.
Ta krótkowzroczność mnie dobija. Ci z państwa, którzy mnie znają wiedzą że, to co mnie interesuje, jeżeli chodzi o lektury, to co próbuję robić dla polskiego czytelnika w tej chwili, to jest po prostu analiza tekstów. Mnie interesuje, jak mainstream ekonomii konfrontuje się z faktami, które płyną od strony przyrodoznawców, faktami, które nam pokazują, jak bardzo jest źle, jak bliscy jesteśmy tąpnięć i punktów przełomowych, jeżeli chodzi o zapaść systemów planetarnych. No i nie kryzys powolny, środowiskowy, ale coś, co nazywamy już w literaturze naukowej ryzykiem katastrofy. Tak więc interesuje mnie to, jak business as usual, czyli decydenci, język ekonomistów reaguje – z jakim opóźnieniem, czy w ogóle reaguje na to, co mówią do nas eksperci. Jestem filozofką nauki. Interesuje mnie retoryka ekspertów.
I proszę zobaczyć przykład takiej krótkowzroczności. Joseph Romm w takiej książce „Zmiany klimatu” z 2022 roku podaje, że my moglibyśmy wedle szacownych instytucji, które zajmują się wyliczaniem tego, przeznaczając tylko 1 proc. globalnego PKB na dekarbonizację, zatrzymać zmianę klimatyczną, ocieplenie globalne na poziomie nie wyższym niż o 2 stopnie Celsjusza. Nie robimy tego. Wiemy, że to mamy robić. Wszelka wiedza jest dostępna, nie ma woli politycznej. To jest tylko 1% światowego PKB.
Ale równocześnie nie robiąc tego, wydajemy rocznie 3,3% PKB na ubezpieczanie się od anomalii klimatycznych, od aberracji pogodowych, od szkód, które już w tej chwili zachodzą.
Tak, zmiana klimatyczna nie jest abstrakcją – w bardzo wielu regionach świata mamy w tej chwili ofiary tych procesów już. Tak więc ta krótkowzroczność mnie fascynuje jako filozofkę, bo pokazuje nam, jak ludzkość karmi się urojeniami pewnego typu i jak oderwana od rzeczywistości cała dyskusja o potrzebie rzetelnej, skutecznej polityki klimatycznej. To jest przerzucanie się argumentami dotyczącymi tego, kto jest bardziej odklejony od rzeczywistości. Jak państwo uważacie, kto jest bardziej odklejony od rzeczywistości? Zwolennicy kontynuowania business as usual, gdzie mamy cały wysyp literatury, całe setki raportów, bardzo dużo artykułów, które nam pokazują, że my nie możemy kontynuować wzrostu ekonomicznego na planecie ograniczonych zasobów, bo to, co dotąd robiliśmy, to “ekologicznie optymalizowaliśmy” przez zielony wzrost to, co dzieje się na Ziemi, ale “ekologicznie optymalizowaliśmy” dramatycznie rosnącą konsumpcję i ekstraktywizm zasobów Ziemi i destrukcję.
Co z tego? Coraz lepsza efektywność energetyczna. Ale konsumujemy więcej. Konsumujemy dramatycznie, coraz więcej. Więc ile dowodów jeszcze mają przedstawić ekonomiści decydentom, żeby pokazać, że cała logika “biznesu jak zwykle” jest po prostu o kant, że tak powiem, niepotrzebna?
To nie będzie bułka z masłem, bo musimy zupełnie inaczej pomyśleć, jak funkcjonuje pieniądz, jak funkcjonuje dług, bo nasz sektor finansowy jest oparty o założenie rośnięcia w nieskończoność na planecie, która nie ma zasobów, które nam na to pozwolą.
Więc pierwszy taki postulat, który wynika z ekonomii ekologicznej, to jest wniosek prosty – decoupling, czyli odklejenie dalszego wzrostu ekonomicznego od destrukcji planetarnej, która nas wiedzie na krawędź katastrofy, się nie uda. Nie udało się historycznie, nie uda się na czas w kontekście tego, co mówią nam naukowcy.
Mnie interesuje – hej ekonomiści, co wy na to? Tak. Główny nurt. Hej decydenci, co wy na to? Jak długo będziecie zamykać na to oczy? Tak. No i patrzę w literaturze, co się z tym dzieje. Mamy przeprosiny ze strony najwybitniejszych. I co nam po tych przeprosinach? Tak Nicholas Stern i Andrew Oswald świadomi tego, co się dzieje, piszą – ekonomiści powinni przepraszać świat. Historia nas rozliczy. Przepraszamy. Nie róbmy tak. Modele środowiskowe. Fakty twarde. Fakty empiryczne. Żyjemy w epoce anihilacji biosfery. My nie możemy dalej kontynuować myślenia o gospodarce, nie biorąc tych faktów pod uwagę, prawda?
No i teraz Europejski Zielony Ład był świetnym ruchem, gdzie Europa chciała być pionierem wielkiej zmiany. W książce „Uspołecznianie antropocenu” bardzo zależy mi na takim przekazie dla czytelnika w Polsce, żeby pokazać, że dekarbonizacja, to co nas czeka, odejście od paliw kopalnych, nie może polegać… Nie możemy sobie wyobrażać, że to będą czasy, w których obecne gadżety oparte na paliwach kopalnych zastąpimy tym samym, tylko że to będzie oparte o odnawialne źródła energii.
Czytam w opracowaniach ekonomistów ekologicznych dewzrostu, że gdybyśmy wszystkie auta chcieli sobie przestawić na elektryki, to będzie, cytuję, „game over” dla biosfery. My nie mamy tylu zasobów, my musimy przestać jeździć autami. Żeby przestać jeździć, musimy inaczej budować miasta, inaczej musi wyglądać nasz tydzień pracy. Cała struktura musi być przeprojektowana.
Dlatego uspołecznienie antropocenu to jest włączenie ludzi, którzy myślą o tej wielkiej zmianie społecznej, która, mam nadzieję, nas czeka – zamiast barbaryzmu! Bo alternatywą jest po prostu pójście w nacjonalizmy i barbaryzm, i rozkwit populizmu.
Więc ci, którzy jeszcze mają te okruchy nadziei – nie opartej na urojeniach i samozadowoleniu i czekaniu – rozumieją, że my potrzebujemy przykładów i strategii, które nas uskrzydlą w tym aspekcie. I to nie będzie bułka z masłem.
Ale zobaczcie Państwo, tych przykładów mamy wiele. Mówiliśmy tutaj o tym, że do Zielonego Ładu nie było wielkiej kampanii informacyjnej. W historii – sięgnijmy do historii, a czytam w jednej z prac o fenomenalnym przykładzie. Stany Zjednoczone, państwo rzekomo wolnorynkowe, ale tak naprawdę silne, sprawne państwo z rozległymi regulacjami. Gdy Stany Zjednoczone dołączyły do II wojny światowej, potrzebowali zasobów do tego, żeby ich armia mogła stawić czoła faszystom. Zalały Stany Zjednoczone nowe regulacje, plakaty, akcje informacyjne. Weźmy sobie taki historyczny plakat z ’42-’43 roku “kiedy jedziesz w aucie sam, to tak, jakbyś jechał z Hitlerem”. Tego potrzebujemy. Gdybyśmy widzieli takie plakaty wokół siebie przed Zielonym Ładem, gdybyśmy rozumieli, co jest stawką w grze także dla naszych rolników…
Rolnicy zostali moim zdaniem wielokrotnie okłamani, wpuszczeni w kanał. Tak samo nasi obywatele. Ja sama miałam wywiad dla chyba Radia Gdańsk, gdzie pani zadzwoniła, mówiąc “że po jej trupie będzie Zielony Ład, bo oni chcą jej zabrać dom”. Skąd takie myślenie? Kto ją okłamał? My wiemy, kto ją okłamał, boty Putina. No bo mamy badania, które pokazują, raporty…
Jest to dobrze udokumentowane.
Ale widzi pani Marto, dlaczego nie cenzurujemy, nie ratujemy naszych własnych obywateli? Czy chcemy mieć za chwilę to, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych? Odejście od szczepionek przez równie durne dopuszczanie do rzekomo wolności słowa takich ludzi konspiracjonistów, którzy są antyszczepionkowcami jak Kennedy? Tam w tej chwili jest sytuacja na ostrzu noża. Możliwe, że Amerykanie zaraz zaczną masowo chorować na choroby, z których cieszyliśmy się, że ich się pozbyliśmy.
Więc tutaj widzi pani, ile mamy tych wątków? Ja bym chciała, trochę podać przykładów, jak ta kampania, takich pozytywów.
Jestem naukowczynią i wydaje mi się, że my naukowcy jesteśmy to winni światu, żeby szukać punktów przełomowych na drodze ku dekarbonizacji i Zielonym Ładom, czyli gdzie my możemy tak naprawdę uderzyć, gdzie są, w jakich obszarach są konkretne postulaty, konkretne zestawy strategii, które mogłyby jeszcze nam dać te okruchy nadziei, wbrew epizodom rozpaczy. No bo alternatywą jest kwękanie – nie da się.
No to kwękaj do swoich małych dzieci, powiedz im to, że masz to gdzieś, to się nie uda. No, mamy też opracowania, które nam pokazują, jaka będzie przyszłość XXI wieku, jeżeli nic nie zrobimy. Tak? Czyli nasilenie się nacjonalizmów, potężne problemy, jeżeli chodzi o dostęp do wody, o żywność, upadek systemu ubezpieczeń, upadek długich łańcuchów dostaw, upadek najsłabszych państw. O tym też już w tej chwili piszą naukowcy w literaturze. Ja to nazywam taką mroczną wyobraźnią antropocenu, bo wielu badaczy zdaje sobie z tego sprawę, że sytuacja różowo wygląda.
Zacznijmy badać, bo jesteśmy to winni ludzkości, ścieżki kolapsu. Jak to po kolei będzie upadać, powiedzmy. Dajmy słowniki, tak? No i chyba, jeżeli tego nie chcemy… Ja się na tę mroczną wyobraźnię na razie jeszcze nie godzę, chociaż widzę, że po konferencjach najnowszych zaczyna kiełkować wyobraźnia badaczy, że czas to robić, że to już jest ten czas.
Tak więc zamiast tego spróbujmy dawać te konstruktywne, uskrzydlające przykłady, bo wiemy, że tylko przez przykłady dla wyobraźni możemy pójść do przodu.
Marta: Staram się czytać na bieżąco różne opracowania i super, że jest ich coraz więcej, dotyczących tego jak komunikować. I jedno z takich miejsc – przepraszam, nie pamiętam tej nazwy, ale ja to też dla słuchaczy podlinkuję – takich wskazówek jak komunikować kwestie klimatyczne, żeby angażowały. Tam pojawiły się takie rzeczy.
Po pierwsze mówić o nieodwracalności pewnych zmian, bo być może niektóre grupy, szczególnie grupy zamożne, wpływowe, mogą sobie myśleć – no raz tak, raz tak, tu się coś naprawi, może inaczej wiatr zacznie wiać, czy polityczny, czy inny w inną stronę, to potem jeszcze do tego wrócimy. Czyli mówić, że nie. To nieprawda. Jeżeli pewnych rzeczy nie zrobimy teraz, to właśnie będzie ten kolaps. Niektóre rzeczy po prostu będą nie do ocalenia. I zresztą u pani w książce widzę taki też cytat któregoś z badaczy, który mówi, że powinniśmy pytać właśnie “co warto ocalić?”, żeby pokazać, że na pewno wszystkiego nie ocalimy.Czyli ta nieodwracalność. Druga rzecz – uderzając w te optymistyczne tony, czyli pokazywać, że chrońmy to, co kochamy i łączyć tę zmianę i tę konsekwencję z rzeczami, które kochamy. A kochamy różne rzeczy, różnych ludzi, kochamy swoje dzieci…
CD w odcinku, zapraszam!