Jakub Wiech: Dopłata do węgla to plasterek na uciętą nogę

W tym odcinku rozmawiam z Jakubem Wiechem, dziennikarzem, z-cą redaktora naczelnego portalu Energetyka24.com, komentatorem współpracującym m.in. z Gazetą Wyborczą i z TVP.

O czym posłuchasz w odcinku? Jakub Wiech komentuje dopłatę 3000 zł do węgla, mówi o swoich oczekiwaniach wobec rządu i transformacji energetycznej, przykładach dezinformacji w temacie energetyki oraz tym, jaki jego zdaniem jest sens działań jednostkowych „dla klimatu”. Pod koniec odcinka bardziej prywatnie – mój gość dzieli się literackimi inspiracjach z gatunku science-fiction. Zapraszam!

[poniżej nagranie i transkrypcja fragmentów fragmentów rozmowy]

Źródła, do których odnoszę się w rozmowie:


Transkrypcja fragmentów odcinka

Jakub Wiech o dopłacie 3000 zł do węgla:

„Projekt dopłaty 3 tys. zł do węgla jest umywaniem rąk rządu od zobowiązań, które ciążą na władzy wprowadzającej restrykcje dot. dostaw i normalnego funkcjonowanie w obiegu tego surowca. Rząd podjął słuszną decyzję w sprawie embarga na węgiel z Rosji – to bezapelacyjnie dobry ruch! Ale powinien on być powiązany z innymi decyzjami – z konsekwentnie realizowaną strategią zapełnienia luki, jaka powstała na rynku po tym, jak wypłynął z niego surowiec rosyjski. Takich działań nie było.

Wiemy, że Ministerstwo Klimatu i Środowiska już 24 lutego sygnalizowało, że z racji rozpoczętej przez Rosję inwazji na Ukrainę mogą pojawić się problemy z węglem w Polsce. Przez 4 miesiące nie podjęto w zasadzie żadnych kompleksowych działań, żeby poradzić sobie z tym zagrożeniem. „Nagle” okazało się, że w składach węgla pojawiła się panika, ludzie są zdezorientowani i nie wiedzą co się dzieje. Po wprowadzeniu embarga na dostawy węgla z Rosji w kwietniu, rozkręciła się spirala, która zaowocowała gwałtownym skokiem cen węgla. Pojawili się spekulanci, sprzedający surowiec po cenie znacznie wyższej od – i tak wysokiej – rynkowej, a w społeczeństwie pojawiły się obawy o to, czy węgiel na zimę w ogóle będzie.

To wszystko jest łatane w bardzo nieudolny sposób. Z jednej strony nareszcie mamy komunikację o zakontraktowanym węglu do Polski. Z drugiej mamy problem logistyczny, związany z tym, że zmieniliśmy wektor pochodzenia węgla ze wschodu na północ. Teraz czerpiemy go z dostaw morskich: z Indonezji, Australii, Kolumbii, USA i RPA. To wszystko sprawia, że nasze możliwości logistyczne (siłą rzeczy) muszą być nadwyrężone przez pewien czas, żeby podołać za zmianą tego wektora.

Już pojawiło się wąskie gardło. Porty są zapchane. Węgiel jest na redzie lub w statkach, które płyną do naszego kraju, ale nie jest rozładowywany przez problemy w portach i z logistyką, by rozwieźć surowiec po kraju. Rząd w zasadzie nie robi nic, żeby to wąskie gardło rozwiązać.

Rząd nie ma pomysłu na to, a przynajmniej nie sygnalizuje działań, by te pomysły miał. Najpierw pojawiła się próba ustabilizowania sytuacji cenowej, czyli cena gwarantowana węgla. Od początku wiedzieliśmy, że to nie wyjdzie. Cena gwarantowana była projektowana przy założeniu kosztów węgla w Polsce na 1700 zł / tonę. Teraz, z tego co wiadomo, węgiel jest kontraktowany po 1400 zł / tonę, a do tego trzeba jeszcze doliczyć ceny frachtu, dystrybucji i marże. Wiadomo, że suma będzie znacznie wyższa. Nie było więc opcji, żeby przedsiębiorcy, którym oferowano wejście w system ceny gwarantowanej (czyli dopłatę do różnicy między ceną gwarantowaną a ceną rynkową) w to weszli. To się nie spinało, nie kleiło, nie było sensu.

Rząd zrezygnował z pomysłu ceny gwarantowanej, ponieważ zobaczył, że to jest dysfunkcyjne i tak pojawiła się dopłata węglowa 3000 złotych dla gospodarstwa domowego, które ogrzewa się głównie węglem. W żaden sposób nie rozwiązuje to problemu z dostępnością węgla, ponieważ nie jest to wsparcie logistyczne, tylko cenowe. Żeby ktoś kupił ten węgiel, najpierw musi znaleźć skład z węglem. Brakuje tu ogniwa łączącego dużych dostawców z lokalnymi sprzedawcami. Idźmy dalej…

Kolejnym problemem jest to, że spektrum zainteresowanych jest bardzo szerokie. W dopłacie nie będzie kryterium dochodowego. Według ministerstwa dopłata ma być kierowana do wszystkich , którzy mają jednostkę węglową w swoim domu. To marnowanie pieniędzy. Po pierwsze nie wszyscy potrzebują takiego wsparcia. Po drugie należałoby się zastanowić, czy ludzie którzy mają takie jednostki w domu, aby na pewno zasilają się węglem – najprawdopodobniej zdarzają się przypadki, że nie. I trzecia sprawa – budżet nie jest z gumy. Potrzebne jest nam precyzyjne wsparcie dla określonych grup odbiorców, które są najbardziej narażone. To wsparcie powinno być wycelowane w ograniczenie ubóstwa energetycznego, a nie po prostu „dawanie ludziom 3 tys złotych, żeby jakoś sobie poradzili”.

Mam wrażenie, że rząd mówi „Dobra to są 3 tys. zł, radźcie sobie”. To jest zrzucanie odpowiedzialności państwa na jednostki. Zostawianie ludzi samych sobie w nadziei, że te 3 tys. zł jakoś diametralnie zmienią sytuację.

[Plasterek na ranę, nie rozwiązanie…]

Przeciekający plasterek – nie na ranę, a na uciętą nogę. Liczymy, że to pomoże. Nie pomoże. To nagroda pocieszenia. Od państwa oczekuję czegoś bardziej rozbudowanego niż prosty, wręcz prymitywny, system wsparcia. Mam nadzieję, że takie działania jednak nadejdą.”

Jakub Wiech o swojej aktywności w mediach „od prawa do lewa”:

„Chwalę się tym, że jestem jedyną osobą, która współpracuje na stałe z Gazetą Wyborczą i jest zapraszana do TVP, czyli jestem u obu braci Kurskich. Jest to dla mnie (powiedzmy) sukcesem w polskiej układance politycznej i bardzo się z tego powodu cieszę. Mam wrażenie, że energetyka to jednak coś ponadpartyjnego i ponad politycznego, a takie sprawy jak klimat, poszanowanie środowiska to już w ogóle jest coś ogólnoludzkiego. Nie powinno patrzeć się na te sprawy ściśle przez pryzmat preferencji wyborczych, więc robię co mogę, żeby to na tym poziomie zawiesić.”

(…)

„Jak to jest być osobą, która chce mówić o takich kwestiach w Polsce? Nie jest to łatwe, mimo wszystko. Hejt spada z dwóch stron. Osoby nastawione bardziej progresywnie mają problem z tym, że jakiś „prawak” będzie ich nauczał o klimacie i forsował swoje rozwiązania, skoro oni mają już gotowe poletko, na którym nikt im nie przeszkadzał, nie wchodził w szkodę. Jest opór z tej strony, ale jednak na prawicy opór jest znacznie silniejszy, a wymiar krytyki jest dużo większy, co jest osadzone w pewnym historyczno-kulturowym kontekście specyficznym dla Polski. Natomiast trzeba pamiętać, że to się bardzo szybko zmienia. Ostatnie 12 lat pokazały, że sprawa klimatu w debacie publicznej nabiera ogromnych rozmiarów i będzie wypierała tego typu głosy [denialistyczne] także z prawej strony.”


Jakub Wiech o działaniach indywidualnych:

„Zamiany systemowe są potrzebne, żeby osiągnąć efekt skali. Natomiast pewne działania można podjąć już teraz i zachęcać do nich choćby najbliższe otoczenie. Jakie działania? Przede wszystkim oszczędność energii. (…) Jak powiedział wizytujący Warszawę Fatih Birol (Szef Międzynarodowej Agencji Energii) „czasami potrzeba bardzo mało, by osiągnąć w określonej skali duży skutek”. Jeżeli Europejczycy zdecydowaliby się obniżyć w swoich domach i budynkach użyteczności publicznej temperaturę o 2°C, to uzysk energetyczny byłby taki, że oszczędzilibyśmy w skali Europy 20 mld m3 gazu. To jest tyle, ile cała Polska zużywa w ciągu roku! Przy odpowiedniej skali mały krok z perspektywy jednostki może zaowocować ogromnymi oszczędnościami. (…) O sensownym zaangażowaniu jednostek możemy mówić tylko wtedy, kiedy będą one sprzęgnięte w spójny system. Więc: działania – tak, ale miejmy świadomość ich skali. Jeśli chcemy tę skalę powiększyć, namawiajmy naszych znajomych, przyjaciół  albo pokazujmy przykłady tego, jak oszczędzamy energię. To może wywrzeć pozytywny wpływ. Potrzeba nam szybkich działań, ale jeśli zaczniemy teraz, to może się wyrobimy na kryzys, który jest przed nami.”

Jakub Wiech o dezinformacji w temacie energetyki:

„Największa bzdura, którą słyszę to „To, co widzimy na rynku energii jest winą transformacji energetycznej”. No nie, to nie jest prawda. To daleko odległe od prawdy. Albo że „Rosja wspomagała transformację energetyczną, żeby Europa była zależna od niej”. To też nie jest prawda. Transformacja w kierunku dekarbonizacji to żywotne zagrożenie dla interesów rosyjskich. Nie dziwię się, że taka narracja pojawia się z kręgów skrajnych. Mam wręcz wrażenie, że jest ona suflowana przez jakieś tajemnicze kręgi, którym może na rękę jest spowalnianie dekarbonizacji. Owszem, są polityki klimatyczne, które nie uzbroiły się w dostatecznie dużo atrybutów pozwalających na zbudowanie odporności przed rosyjskim szantażem. Taka jest np. niemiecka, austriacka czy włoska polityka klimatyczna. Ale to są błędy, które popełniły pojedyncze państwa. Naszym zadaniem jest teraz przeanalizować te błędy i uzbroić europejską politykę energetyczną w takie środki, by nie trzeba było tych błędów powtarzać, i by udział Rosji na rynku w Europie drastycznie malał. A sama dekarbonizacja to jest też derusyfikacja, to jest oderwanie się od związków energetycznych z Rosją, wyjście poza schematy dostaw surowców energetycznych z państwa Władimira Putina w kierunku pewnej niezależności energetycznej. To, co wydarzyło się w ciągu ostatnich kilku miesięcy, powinno być bardzo dokładnie przeanalizowane, by wyciągnąć z tego jak najtrafniejsze wnioski, żebyśmy w nadchodzących latach (miejmy nadzieje pozbawionych tego kryzysu energetycznego) mogli przyspieszyć z dążeniami do dekarbonizacji i tym samym uratować zarówno swoje bezpieczeństwo geopolityczne i klimatyczne.”

pocotoeko.pl