Dwa lata bez nowych ubrań – podsumowanie

W czasie noworocznych wyprzedaży dwa lata temu kupiłam wełniany płaszcz, po który weszłam do sklepu. I żółtą kurtkę – na poprawę humoru 😉 A potem długo długo nic. Dziś podsumowuję prawie dwa lata bez nowych ubrań. Jak wyszło?

Czy od początku było to wyzwanie ekologiczne? Nie. Ciążowy brzuch co chwilę zmieniał mój „rozmiar” i miałam poczucie, że nie chcę kupować czegoś nowego na chwilę. Ponieważ nie kupowałam też nowych rzeczy dla dziecka, odzwyczaiłam się od wizyt w galerii.

Już po porodzie dotarło do mnie, że od kiedy nie chodzę do sklepów (także internetowych), oszczędzam sporo czasu. To było miłe odkrycie.

W tym czasie zaczynałam nadrabiać wiedzę i dotarło do mnie, jakie koszty środowiskowe ma branża modowa!

Mogę powiedzieć, że świadomie ograniczam kupowanie nowych ubrań trochę ponad rok, dodatkowo motywowana wyzwaniem u Elizy @pokoleniezerowaste

Jak było?

– Szafa przeszła czyszczenie. Nie miałam czasu na sprzedaż, ale oddałam część rzeczy bliskim, a po resztę przyjechał do domu kurier z @ubraniadooddania (polecam!)

– Zaczęłam nosić na co dzień ładniejsze ubrania, nie trzymam ich „na okazję”. Lubię, to noszę. Dobra jakość wytrzyma częstsze pranie.

– Gdy czegoś mi brakowało, najpierw pytałam wśród rodziny i koleżanek – dostałam w ten sposób kilka świetnych sukienek i spodni.

– Okazało się, że mam w domu akrylowe swetry. W lumpeksie kupiłam wełniane, kaszmirowe.

– Przypomniałam sobie o krawcowej – przerobiłam dwie nienoszone sukienki na spódnice, spodnie 3/4 na letnie szorty.

– Kupiłam nietrafione dresy z Vinted – błąd nowicjuszki, nie dopytałam o szczegóły… przyszły za krótkie i z poliestru.

– Okazało się, że po tak długiej abstynencji zakupowej, ubrania etycznych polskich marek są już w zasięgu mojego portfela (kiedyś nie były).

– Zimowe buty naprawiłam u szewca, odroczyłam kupno nowych.

– Przez 2 lata z nowych rzeczy (poza bielizną) kupiłam dla siebie: 1 parę butów, 1 opaskę, 1 koszulkę z fundacji, którą chciałam wesprzeć, 3 koszulki etycznej polskiej marki, pidżamę z polskiej firmy, 1 sukienkę z organicznej bawełny.

Jednym zdaniem: myślę, że wyszło całkiem dobrze. Nie obyło się bez zakupów, ale były przemyślane i ograniczone, tak nowe jak i z drugiej ręki.

Zostaję przy tych nawykach na kolejny rok. Rynek rzeczy używanych kwitnie, więc naprawdę jest w czym wybierać!

Po co to eko?