Komunikacja z rodziną, na święta i nie tylko. Co mi pomaga?

Nie wiem, co robić z rodzicami, piją litrami wodę w butelkach. Teściowie zasypują nasze dzieci zabawkami. Siostra jest zakupoholiczką. Ograniczenie mięsa przez mojego faceta? Mogę pomarzyć. Moi rodzice głosują na PiS… 

Przypuszczam, że część z tych tematów może być wam bliska. To tylko przykładowe rozmowy, jakie miewam, odkąd wyszłam z eko „szafy”.

Czy sama znam te problemy? Tak. Frustracja? Ogromna. Szczyt frustracji tego roku? U mnie wcale nie święta, a okolice wyborów prezydenckich. Nie dość, że sytuacja doprowadzała mnie do łez, to jeszcze potrafiłam dowalić sobie myślami pokroju: Chcesz edukować ekologicznie innych, a nie potrafisz przekonać bliskich?

Widok rodziny, która robi coś inaczej niż my, bywa bolesny. Boli poczucie, że nasze wartości ekologiczne nie zawsze są podzielane.

Jak sobie z tym radzę? 

  1. Skąd się wzięło przekonanie, że trzeba zacząć od rodziny, aby być „zmianą, która chcesz widzieć w świecie”? Nie wiem. Ale wiem, że jest to krzywdzące i że to kompletna bzdura. Nie trzeba! I to pierwsza rzecz, którą warto sobie podarować w prezencie na święta

Co jeszcze? 

  1. Jeśli to ktoś z kim mam lub potrafię zbudować kontakt, staram się rozmawiać o swoich potrzebach, wartościach. I tyle. Decyzja, co ktoś z tym zrobi, zostaje u niego. 
  1. Jeśli z kontaktem jest trudno, odpuszczam. Nie wchodzę w walkę na argumenty bez woli zrozumienia się 2 stron.
  2. Powtarzam sobie, że odpowiadam za siebie i staram się zaakceptować inne wybory bliskich. Nie zmieniać ich na siłę, nie narzucać nic, nie pouczać. 
  3. Szczególnie teraz, na święta, stawiam miło spędzony wspólny czas jako priorytet. Żyję w miarę ekologicznie na co dzień, a wcale nie codziennie mogę się spotkać z bliskimi. Stawiam ten wspólny czas i atmosferę ponad wszystko. 
  4. Przypominam sobie, że cały świat się mobilizuje do zmian systemowych. I wierzę, że sprawa jest już na tyle pilna, że politycy przestaną tylko mówić, a zaczną działać. Chiny, Japonia, USA, Rosja, Zielony Ład w UE. Ambicje powinny być jeszcze większe, ale coś ruszyło w tym roku, nareszcie!
  5. Przypominam sobie, że wpływ jednostkowy nie jest tak duży, że liczą się miliony ludzi, które nieidealnie będą „coś” robić, a nie garstka idealnych zero waste. Wywieranie presji na jednostki? Nie. Presję trzeba wywierać na system, a otoczeniu dawać przykład.
  6. Upominam samą siebie, gdy zaczynam się porównywać. Coś u członka rodziny kłuje mnie w oczy, ale ta osoba może w wielu innych aspektach żyć bardziej eko niż ja (np. Ma zwykły tel, a nie smartfon – smartfony są dużym obciążeniem dla środowiska). Więc czasem nie wiadomo, kto miałby kogo uczyć 😉 Nie warto być eko snobem, a już szczególnie wobec bliskich 😉

Moja perspektywa jest całkiem komfortowa. Nie spotykam się z ostracyzmem nt. moich decyzji. Muszę jedynie od czasu do czasu pilnować tego, by samej nie przekładać różnic między nami ponad to, co nas łączy. 

Akceptować miejsca, na które nie mam wpływu i działać tam, gdzie ten wpływ jest.

Mam świadomość, że to komfort i że bywa trudniej. Że relacje są toksyczne i nawet wrzucenie na luz nic nie da. Tu z pomocą może przyjść komunikacja bez przemocy (polecam podkast Muda Talks, rozmowa z Agą Rzewuską), lub po prostu terapia, by wypracować sposoby dbania o swoje granice. 

A co do świąt? Życzę Wam spokojnych świąt, urlopów, wolnego, cokolwiek dla siebie wybieracie. Z rodziną lub bez, z tradycją, na luzie, z pierniczkami, bez pierniczków, skrolujac media społecznościowe, oglądając seriale, albo całkiem off-line. Przy choince lub pod kocem z lampką wina. Dobrego czasu! 

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!